Wracamy po krótkiej przerwie spowodowanej wyjazdem na Semenarium. Ha ha.
Wracamy z nowym segmentem, o adekwatnej nazwie "Koty Bez Komentarza". Są to filmy kotów i nie będziemy ich komentować.
Koty.
A teraz filmy do których będzie komentarz. Pierwszy to wybitna machinima z użyciem postaci z GTA IV, Bona Joviego, TF 2 oraz Jamesa Bonda. Mnóstwo pracy i niesamowite efekty.
Wielki szacun. Albo szaca jak to mówią na Brochowie. A teraz filmik, który "went viral" (Copyright by RWJ) w ostatnim tygodniu.
Normalnie "Akademia Humoru Żołnierskiego".
To by było na tyle, koty są bardzo wyczerpujące przez swoją cudność.
Dziś w Indie Game Of The Week będzie bardzo Indie, bardzo Week ale nie do końca tak jak zwykle. Tym razem do polecenia mamy bowiem mod, a nie pełnoprawną, skończoną grę. Aha - zapewne twój blaszak nawet jej nie pociągnie. Ale po to tu jesteśmy - żeby dzień w dzień przypominać wam, jak bardzo smutne prowadzicie życia. Crytek to firma, która w magiczny sposób sprawiła, że gry wyglądają jak rzeczywistość, w tej kwestii wyprzedzili nawet Epic Games i ich Unreal'owe silniki. A że gry, które wypuszcza to studio kierowane są głównie na blaszaki to nic dziwnego, że ich moding stał się popularny. I tak dzięki temu mieliśmy okazje oglądać wybuchający milion beczek z benzyną, dom z milionów beczek z benzyną, czy w końcu po prostu beczki z benzyną. Czerwone. Scena Crysis'owa nie jest może tak rozwinięta pod kątem moddingu jak scena Half Life (nazi-dinozaury FTW!), ale jedno trzeba przyznać - możliwości jakie daje silnik od naszych niemieckich sąsiadów są niesamowite (głównie pod względem graficznym). Po tym długim wstępie nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprezentować wam najlepszy do tej pory mod jakim jest Back To The Future:
Jak widzimy na powyższym obrazku Arnold jest niezadowolony. Dlaczego? Bo okazało się, że przyszłość naszego świata to lata 80. XX wieku. Takie wnioski można odniesc z filmu "The Running Man". Można nazwać inspiracja dla "Ściganego". Ale lepiej tak nie robić.
Gubernator Kalifornii gra niesłusznie skazanego człowieka, który musi ponieść karę śmierci w tytułowym głupkowatym teleturnieju. Szczerze mówiąć fabuła nie stanowi o wartości tego filmu, ale ton w jakim jest utrzymany. Na Arnolda i pozostałych nieszczęśników nasyłani są dziwacy w śmiesznych kostiumach, jak choćby Sub-Zero (ale nie jest ninją tyko zawodnikiem hokeja - oczywiste), Dynamo, Buzzsaw czy Fireball. Jednak moim ulubieńcem jest Captain Freedom, grany przez Jessego Venturę.
Czyli Blain z "Predatora".
Co składa się na resztę nastroju? Światełka, złe korporacje, strzelaniny, bijatyki i one-linery Arniego, które są bliskie perfekcji.
Cóż za aktorstwo! Oscara!
Ubawiłem się niesamowicie przy kolejnym obejrzeniu tego cudu, czego i wam życzę.
Witam ponownie w naszym segmencie, który warto odpalić, pójść do kuchni zrobić tosty i wrócić aż się zbuferują. Tak zaczynam każdy wtorek i jestem zdrowy jak foka.
Po tych nieśmiesznych wynurzeniach czas na pierwszy film, który jest dość radykalny.
Wow. Zero zabezpieczeń, po prostu kilka materacyków i całkowity brak pomyślunku. Prawie jak historia TWOJEGO POCZĘCIA. Zing!
Idziemy dalej teraz najlepsze urodziny na świecie:
Lucky bastard! Ja na urodziny dostałem życzenia od jednej osoby na Facebooku. I połówkę. W sumie nie tak źle.
Coś na co czekaliśmy długo.
Bomba, choć za dużo naszego ulubionego transwestyty.
Ale, ale w końcu jesteśmy nerdowskim blogiem więc czas na coś co nam się podoba. Czyli Batman.
Ten dzieciak ma drugi co do kolejności głos na świecie. Pierwszy należy do pewne małego Włocha, który mówił w stylu Don Corleone po długim cugu alkoholowym. To było niewyobrażalne. Ale ja nie o tym.
Na sam koniec coś krótkiego i śmiesznego od jednego z moich ulubieńców, Switchera.
Gra z której pochodzi ten dry-hump combo jest jedną ze straszniejszych jakie powstały, a jej imię niech będzie zapomniane.
To by było na tyle jesli chodzi o Filmy, Które Pożarły Miasto Paryż. Do usłyszenia jutro o 17.00 w AR Luz na 91.6 FM.
Jest świetny. Posiada także bardzo ciekawą galerię superzłoczyńców. Oczywiście zdarzają się tam ludzie, którzy popełniają zbrodnie zwiazane z kalendarzem lub latawcami, ale większość z nich to urocza gromadka wariatów.
Wcielenie się w nich może pójść poprawnie, jak Aaronowi Eckhartowi w roli Harveygo Denta lub Michelle Pfeiffer w roli Seliny Kane. Może też wyjść jak Arnoldowi Schwarzeneggerowi w roli Victora Friesa lub Tommiemu Lee Jonesowi w roli Two-Face.
Może też wyjść świetnie i o tym opowiemy.
6. Scarecrow (głos: Corey Burton) z Batman: Gotham Knight
Batman: Rycerz Gotham był ciekawą próbą spojrzenia na zachodnich superherosów przefiltrowanym przez japońska mentalność. Wyszło średnio, ale nowelka "In Darkness Dwells" wybija się za sprawą klimatu oraz występu człowieka, który kocha straszyć nawet bardziej niż sam Mroczny Rycerz. Niestety występ Jonathana Crane'a jest dość krótki, ale sposób w jaki jest przedstawiony rządzi!
To właśnie bolało mnie w nowych filmach o Batmanie - Scarecrow jest jednym z moich ulubieńców, a w obu obrazach został potraktowany jak Bitch Stewie z "Family Guya". Więcej Stracha Na Wróble!
5. Harvey Dent (głos: Richard Moll) z Batman: The Animated Series
Najlepszy serial animowany słynął nie tylko ze świetnie dobieranych głosów. Stworzył na przykład postać Harley Quinn a wielu złoczyńcom nadał trochę głębi. Mr. Freeze chciał ożywić swoją chorą żonę, Harvey Dent zaś miał poważne problemy psychiczne jeszcze przed wypadkiem. Rozszczepienie osobowości jest znacznie lepszą podbudową do czynienia zbrodni niż to co działo się w Mrocznym Rycerzu chociażby.
Poza tym Two-Face jest totalnym maniakiem! Gorąco polecam odcinek o jego powstaniu. Ryk jaki wydobywa z siebie w momencie gdy Batman podmienia mu monety był naprawdę niesamowity.
4. Joker (głos: Mark Hamill) z Batman: Arkham Asylum
Oczywiście Luke Skywalker podkładał także głos pod Księcia Zbrodni w serialu, ale dopiero doroślejsza (w znaczeniu giną ludzie) gra pozwoliła na całkowite wyzwolenie szaleństwa. Joker jest obecny od początku do końca, a chemia jaka wytwarza się między nim a panem w pelerynce jest niewiarygodna.
Mark Hamill stworzył postac Jokera, która jest całkowicie nieobliczalna i w kwestii psychozy przebija wszystkich innych. Jednak są lepsze Jokery...
3. Joker (Jack Nicholson) z Batman
Nie sądzę by Jack Nicholson grał Jokera. On po prostu był sobą. Dlatego ten Joker był naprawdę świetny. Dyskusje trwają, czyj Joker jest lepszy i chyba juz wiecie, że bardziej doceniam Heatha Ledgera. Już się tłumaczę.
Jakkolwiek występ pana Nicholsona jest nienaganny sama postać jest trochę przesadzona. Przeważyła osobowość klauna, który oczywiście zabija i sieje zniszczenia, ale robi to w komiczny sposób. Dlatego wyżej na liście...
Ale najbardziej definiująca jednak była scena przesłuchania.
Pamiętam, że po teym fragmencie w kinie nie zaszeleścił żaden papierek nikt się odezwał i chyba każdy był choć trochę przestraszony. Ten Joker jest po prostu przerażający. Nie ma tutaj klaunów i napisu "bang!" wyskakujących z pistoletów. Jest psychotyczny anarchista, który daży do pełnego chaosu.
Ale mimo świetnej gry aktorskiej i doskonałego filmu to jednak nie Joker, Książe Zbrodni zasiądzie na piewszym miejscu naszej listy. To miejsce należy do...
1. Riddler (Frank Gorshin) z Batman: The Series
Wowzakapowza!
Tak, zarówno serial jak i film zlat 60-tych ubiegłego wieku kręciły się przede wszystkim wokół całkowitego szaleństwa Człowieka Zagadki. Poza tym, że jest moim ulubionym przeciwnikiem Batmana, trzeba oddać zasługi Frankowi Gorshinowi. Grany przez Oscara Romero Joker mógł podawać herbatę na kinderbalach w porównaniu z całkowicie maniakalnym Riddlerem.
Dla samych wartości sentymentalnych polecam obejrzeć Westowego Batmana, chociażby po to by zobaczyć wcielone szaleństwo. Jim Carrey? Nawet do kostek nie sięga.
Muszę jednak przyznać że największa kreacja superzłoczyńcy pojedynkującego się z latającą myszą nigdy nie ujrzała światła dziennego. WB przy obsadzaniu aktorów do Batman: The Animated Series poczatkowo testował Tima Currego do roli Joker. Postawili na Hamilla ponieważ wersja Currego była zbyt szalona.
Dla pewności powtórzę: TIM CURRY BYŁ ZBYT SZALONY BY GRAĆ JOKERA.
W naszym cyklu dominują komiksy o grach, prostytucji i innych niegodziwościach. Kultury nam trzeba! I oczyścić dom ojczysty ze śmieci bo trochę się zakurzyło.
Przyznam, że dla nawet takiego historycznego laika jak ja jest to absurdalnie fascynujące. Prócz tego autorka wprowadziła własnych postaci jak Kucyk i Nastolatki Rozwiazujące Zagadki. Oprócz tego postaci nie do końca rzeczywiste czyli chociażby Wonder Woman i Święty Mikołaj (zwany też Jezusem).
Osobne miejsce zarezerwowane jest dla polskich postaci historycznych jak chociażby JP II (j***ć policję na dwa) czy Tadeusz Kościuszko. Kanadyjka znająca Polaka nie-hydraulika? Cud!
Komiks jest śmieszny, lecz z powodu częstych problemów technicznych pani Beaton musi czasami zawiesić rysowanie, lub wypełnia takimi protezami jak na górze. Ale archiwa to niezła historyczna jazda.
Edmund McMillen ma w Banter Banter specjalne miejsce. Mniej więcej w ciemnej części pokoju, zaraz obok twórcy sieni.us oraz fajki do palenia opium. Dlatego w tegotygodniowym IGOTW (również z powodu kłopotów technicznych) zajmiemy się trochę jego promocją.
MEATBOY!
ten temat był już kiedyś poruszany na antenie. Przypomnijmy - jest to opowieść o chłopcu z mięsa próbującym uratować swoją dziewczynę z rąk płodu zamkniętego słoiku. Popieprzone? Płód w słoiku nosi cylinder! Wszystko to w pixelowej grafice i w postaci hardkorowego (jak w 'Hardcore German Porn', nie jak w Hardcore Metal [lame]) platformera. Rozgrywka jest szaleńcza, sekwencje zabójcze (dosłownie) a klimat niepodrabialny. No i muzyka. Muzyka kopie dupę. No dobra dobra, ale skoro już o tym było to po co się powtarzać? Bo teraz Edmund McMillen pracuje nad Super Meat Boy, jeszcze lepszą, jeszcze większą (205 leveli) wersją i jakiś czas temu na jego dev blogu pojawiło się video z beta testów, które mówi samo za siebie:
“When you close your eyes do you see spikes?”
“Yeah.”
traumatizing your niece - you succeeded
Meatboy dostepny w pierwszej ćwiartce 2010 (Harder than Dora and Mario but not harder than MegaMan). A tu flash wersja
We Francji panuje podskórna chęć dorównania Amerykanom. Na polu kinowym dzielnie staje Luc Besson, którego fantazja przebija wielu holywódzkich reżyserów. Lecz kręci on głównie filmy o współczesności lub niedalekiej przyszłości. Filmy historyczne, takie jak "Joanne D'Arc" są juz pośledniejsze. Na szczęście powstało "Braterstwo Wilków" i honor europejskiego kina na arenie bezsensownych naparzanek w historycznych pseudo-realiach został obroniony.
Żeby było ciekawiej fabuła filmu opoarta jest na prawdziwtch łowach na prawdziwą Bestię z Gévauda. Mamy więc doktora, który przyjeżdża na prownicję w celu rozeznania sprawy. Nie będę zdradzał o co naprawdę chodzi z bestią, zresztą nie jest to takie ciekawe. Najważniejsze są oczywiście:
- pościgi
- bijatyki
- kobiety.
Z zadowoleniem stwierdzam że są.
Pościgi konne i dyliżansowe. Ucieczki przed bestią i inne takie. 3/5
Za okładanie po twarzy odpowiada głównie Mark Dacascos, gwiazda kina kopanego. Robi to zgracją i w ciekawych okolicznościach. Gdybyście zastanawiali się co robi mistrz kung-fu w XVIII wiecznej Francji, śpieszę z odpowiedzią, że jest Indianinem. Wszystko jasne. 4/5
Poniedziałki. Kto to wymyślił? Nawet jeśli poniedziałki spedzasz w bokserkach upapranych cheetosami przed komputerem (tak jak ja!) to i tak gdzieś w głębi jest to niewygodne poniedzielne uczucie. Dlatego też żeby ulżyć wam w cierpieniu na banter banter zaczynamy tydzień od najbardziej odmóżdżającej i przychylnej przejaranemu po weekendzie umysłowi rozrywki jaką są seriale TIWI.
Temat dzisiejszego tygodnia: '5 przyczyn dla których powinieneś oglądać Bored to Death (na przykładzie odcinka piątego.)(w kolejności pojawiania się na ekranie)(bardzo subiektywnych).'
1. Symetria
Ten kadr - super:
Własciwie warto zaznaczyć, że całosć jest świetnie zfilmowana. Nie mamy tu do czynienia z sitcomem kręconym w studio ze śmiechem potępionych dusz w tle, tylko z prawdziwym serialem komediowym. A że dodatkowo w Bored to Death grają aktorzy mocno filmowi (znaczy, że widziałes ich w kinie - tak trudno się domyślić?) to przez większość czasu wszystko wygląda właśnie jak film kinowy . Wiecie, zero tandety i efektu rajstopy.
No i ten kadr.
2. Dyson
Ten kadr: a własciwie rzecz stojąca w tle po lewej stronie ekranu. Jeśli kiedyś zacząłbym czuć pociąg do przedmiotów nieożywionych to odkurzacze firmy Dyson byłyby wysoko na mojej liście (zaraz za aparatami fotograficznymi. Ej! Bez oceniania.) Raz, że jest to jedyna firma, której udało się jednocześnie zamienić zaminić odkurzanie w naukę i sprawić, że robiąc tą okropną czynność masz duży ubaw. Dwa, że tak stylowego sprzetu do sprzątania nie widziałem nigdy w zyciu.
3. Rosjanie
Krótka piłka. Główny bohater sprawia problemu w rosyjskim klubie w Brighton Beach (jeśli grałeś w GTA4 wiesz jaki to klimat). Po tym jak zostaje wyrzucony na ulice przez lokalny koloryt o niewątpliwie rosyjskich korzeniach, na odchodne słyszy słowa:
If we see you here again. We Will Break You!
zaczynam myśleć, że te słowa to pewnego rodzaju spuścizna narodowa u naszych sąsiadów z północy.
4. Extra Hiding
Po tym jak jednak rosjanie zobaczyli go jeszcze raz i postanowili 'zepsuć' głównego bohatera, znajdujemy go pod molo (takim jak w Sopocie - tylko bardziej depresyjnym. tak, to możliwe) gdzie zostajemy zapoznani z jednym z jednym ze sposobów dzięki którym ludzkość stała się dominującym gatunkiem na naszej planecie: Extra Hiding.
kolejny przykład 'extra hiding'
5. Ted Danson
Ted Danson w Bored to Death gra rolę szefa i prywatnie znajomego Jasona Schwarzmana. Jest uzależniony od imprezowania, uwielbiać praktykować 'ziołolecznictwo' i co najważniejsze - jest całkowicie oderwany od rzeczywistości. Oglądanie wielkiej szychy w świecie lajfstajlowych magazynów, jarającej jointy na tylnim siedzeniu samochodu lub komentującej jak dobre było jaranie kiedy zostaje zatrzymany przez policje jest bezcenne.
Bored to Death wpadł własnie w tą straszną rzecz, która w telewizji z USA zwie się Winter Break. Nowe odcinki dopiero za kilka dobrych tygodni - w związku z czym czemu nie zapoznać się z pierwszymi ośmioma?
a teraz zyczcie mi wszyscy dużo szczęścia bo wybieram się własnie w góry spać w opuszczonej chatce i ogladać deszcz meteorytów - a jak wszyscy wiemy to typowy setting horrorów.
OK, Modern Warfare 2, Dragon Age, Arkham Asylum itd. Mamy w co grać. Proponuję jednak wrócić do zamierzchłych czasów, kiedy grafika nie przekraczała 16 bitów, checkpointy były marzeniem, a poziom trudności sprawiał, że pady wymieniało się bardzo często. Wiecie, podłogi i ściany są twarde. Oldschool gaming to świetna sprawa i będę się starał Was do tego przekonać. Nie musicie od razu kupować Super Nintendo czy NES-a, Sieć pełna jest dobrych emulatorów. Choć nic nie zastąpi uroku trzymania tego małego, jakże poręcznego stworzonka w dłoni (chodzi o pada, perwy!). Też wkładanie kartridża ma swój niewątpliwy urok, a już wyhaczenie na aukcjach internetowych rarytasów takich jak np. Secret Of Mana i odpalenie ich na konsoli - nerdgazm. Cykl 8/16 przybliży Wam co ciekawsze propozycje z kręgu gier na SNES i NES, oczywiście w moim zupełnie subiektywnym zwidzie.
W jednym z najważniejszych sporów w dziejach świata stoję po stronie Gwiezdnych Wojen. Ale uwielbiam Star Trek: The Original Series. Klimat, jaki panuje na Enterprise, jest cudowny. Każdy chciałby być Kapitanem Kirkiem. Wiecie co? Da się. Może nie do końca Kirkiem, ale kapitanem - już tak. Star Trek: Starfleet Academy pozwala być na mostku i to być tym najważniejszym. Gra ma wszystko, by cieszyć. Misje z serialu? Są. Klimatyczna grafika? Jest. Wierność świata względem Star Trekowego kanonu? Jest. Wybory moralne, walka z Romulanami i Klingonami, nawigacja statkiem, sprawdzanie pokładów? To wszystko tu jest, a nawet więcej - egzamin końcowy w Akademii to... Kobayashi Maru! A egzaminował Was będzie James T. Kirk! Zbyt piękne, by było prawdziwe... A jednak jest. (Kto nie uważa "Wrath Of Khan" za jeden z najlepszych filmów sci-fi jest... niedobry!) Udało mi się niedawno zdobyć tę grę za 5 (słownie: pięć) złotych. Ech, ludzie nie znają prawdziwej wartości tego skarbu...
Nazwa wreszcie pasuje do zawartości. Bo w sumie o to tu chodzi - pokazywanie śmiesznych nagrań.
Takich jak to:
Jak nazywają się te zwierzątka? Fretki? Szynszyle? Kanibalomonstra?
Modern Warfare 2 bije rekordy popularności, choć na wynku jest dopiero kilka dni. Możemy juz obejrzeć takie oto fragi:
Haxxor!
Teraz czas na maszapy trailerowe, coś co zalewa (hej!) Internet od wielu lat. Ale zręczność twórcy tego kawałka nie zna granic:
Wniosek: Zółwie ninja nie wierzą w napiwki.
I najlepsze na koniec. Zarezerwujcie chwilę czasu, bo przed wami 50 najgorzej przeczytanych kwestii w historii gier komputerowych. Dla mnie faworyt to miejsce 3.
Czy mi się zdaje czy ten facet był nagrzany w trakcie nagrywania?
Fikcja jest po stokroć lepsza od prawdy. Jeśli nie zgadzasz się z tym stwierdzeniem to cię nie lubimy. Czasami fikcyjna postać stworzona w umyśle scenarzystów przerasta aktora, który wcielił się w nią. Pamiętamy wówczas nie człowieka, lecz sztuczny wytwór chorej wyobraźni. Jakże nieludzkie! Jakże tragiczne!
Whatever.
Oto lista aktorów, których zapamiętamy tylko z tego kogo grają. Niektórzy z nich żyją, więc jeszcze moga to zmienić. Ale, tak między nami, szanse są bardzo nikłe.
6. Elijah Wood/Frodo
(Przepraszam za jakość)
(Przepraszam za zawartość)
Problem jest taki, że pan Wood zagrał naprawdę w dużej ilości filmów. Ale za każdym razem gdy widzę jego postać widzę dzielnego hobbita z Shire'u. W filmie "Green Street Hooligans" zagrał Amerykanina, który przyjeżdża do Anglii by bić się w imię West Hamu. Jak więc scenarzyści rozwiązali zbyt mały współczynnik badassery.
Dali mu papierosa.
Życzę Elijahowi jak najlepiej, mam nadzieję że... zaraz, zaraz. Chyba juz o tym mówiłem.
5. George Reeves/Superman
Nie, nie Christopher Reeve. Jeden z pierwszych Supermenów, odtwórca roli z serialu. Tak mocno przypisany do swej roli, że nie udało mu się zagrać nic innego. O jego smutnej historii opowiada film z Adrienem Brodym i Benem Affleckiem "Hollywoodland".
He he, smutne smutnym, ale mówimy o człowieku, który zarabiał na życie zakładając gacie na spodnie. Najlepsza robota na świecie.
4. Daniel Radcliffe/Harry Potter
(Małe wytłumaczenie do wideła: w Japonii przeprowadzono konkurs w którym nagrodą była podróż na plan zdjęciowy nowego Harrego. Po wywiadzie powinni jej tez zapewnić nową bielizną, bo stara pewnie trochę zalana moczem. Ze szczęścia.)
Właściwie cały cast tych filmów nadawałby się doskonale.
Chłopaki i dziewczyny niech szukają jakiegoś dobrego funduszu inwestycyjnego, bo nie sądzę, aby oferty sypały się obficie. Daniel Radcliffe pogrywa w teatrze i to pogrywa ostro (z nagością włącznie). Jeśli zostanie obsadzony w roli Bilba równie dobrze może szukać miejsca na świecie, gdzie nie sięgają nerdowskie łapki. A sięgają daleko, do licha!
Oczywiście nie mówimy tu o Emmie Watson. Ona ma inną rolę do spełnienia buahaha ha ha ha!
3. Paul Reubens/Pee Wee Herman
Paul Reubens stworzył jedną z bardziej charyzmatycznych, zabawnych i sympatycznych postaci w historii kina. Jego film "Pee Wee's Big Adventure" jest jednym z lepszych filmów z lat 80. I jednym z pierwszych w reżyserii Tima Burtona.
Wyjście z tej postaci było niemożliwe. Więc do dziś pan Reubens jest kojarzony tylko z Hermanem.
No i z wyrokiem za przetrzymywanie pornografii dziecięcej. Hmm.
2. Mark Hamill i Carry Fisher/Luke Skywalker i Leia Organa
No tak. Musieli się pojawić. Najbardziej zapatrzone w siebie rodzeństwo do czasów Angeliny Jolie i jej brata w historii.
Należy im oddać, że wsławili się na niektórych polach także swoją dalszą pracą. Pani Fisher dość dużo grywała w tetrach oraz miała genialną rolę w "Blues Brothers". Mark Hamill stworzył postać Jokera w Batman: The Animated Series.
Ale dla nas pozostaną zawsze i wszędzie rodzeństwem Skywalkerów.
And the number one is:
Mr. T/B.A. Barrackus
Nie mam bladego pojęcia, gdzie zaczyna się pan T a kończy Barrackus. Jest to nie do odróżnienia. Mr. T miał swoją własną bajkę, komiks, zabawki a nawet płatki śniadaniowe. W pewnym momencie mogłeś obudzić się i używać przez cały dzień tylko produktów z logiem pana ze złotymi łańcuchami.
Remake "Drużyny A", który będzie pełnometrażowym filmem, w roli B.A. widzi zawodnika UFC Quintona "Rampage" Jacksona.
Ale Mr. T jest tylko jeden.
Honorable mentions: Sacha Baron Cohen i Leonard Nimoy.
Przedstawianie RLC to jak zaznajomienie z człowiekiem, który od kilku lat śpi na twojej kanapie. Ale nie ten który śmierdzi i wypija twój alkohol. Tylko ten, który daje dobre rady i rozśmiesza cię, gdy jesteś smutny. W sumie nie wiem dlaczego taki człowiek miałby spać na twojej kanapie.
Greg Dean zaczął rysowac swój komiks w 1999 i z oczywistych powodów nie czytam go od samego początku. Zacząłem to robic dopiero w tym roku i nie żałuję. Mimo, że jest to komiks autobiograficzny. Mimo, że wystepuje tam arcyzła postać. Mimo, że główny bohater ma żonę. Mimo, że Greg Dean właściwie utrzymuje się z rysowania komiksu.
Właściwie to Explorer ale nie chciało mi się używać moich uber-photoshop haxor skillz żeby zrobić nowy baner.
Gry z naciskiem na eksplorację są obecnie równie popularne jak te z możliwością dokonywania moralnych wyborów. Oprócz popularności dzielą jeszcze jedną cechę - oba systemy nie działają. W wypadku tych ostatnich konsekwencje są zazwyczaj tak małe, że wręcz niezauważalne oraz jako że nie posiadam ani krzty moralności czesto wprawiają mnie w zakłopotanie (Modern Warfare 2 Airport Scene FTW). Jeśli zaś chodzi o eksplorowanie to problem jest jeden - i dobrze obrazuje go początek Neverhood'a - jego jedynym celem jest znalezienie jakiejś pierdoły leżącej na końcu [wstaw element ukształtowania terenu/pomieszczenie].
Small Worlds jest inne.
good to know man. good to know.
Ze swoją lo-fi grafiką, muzyką stanowiącą ważny element tła i brakiem jakiegokolwiek wytłumaczenia sytuacji\celu, jest idealną grą na temat eksploracji i tylko tego. Zaczynamy w pokoju, nasza postać to 3 pixele z wyraźnie zaznaczoną głową (to dobrze - znaczy, że człowiek, a nie żadne mechaniczne ścierwo). W miare jak odkrywamy otaczający nas świat kamera oddala się pokazukąc cały obraz. Resztę warto zobaczyć samemu. Gra jest krótka - jej przejście zajęło mi 2 dni10 minut2 dni 10 minut (nieprawda) i tyle czasu powinno zająć też wam małe szkraby. A teraz, kto z was dzieciaki ma cukierki które mógłbym ukraść?
Zaraz, zaraz nie za to przecież dostaję grube miliony (monet) by na odwal robić recenzje filmów. Muszę poświęcic temu co najmniej 5-7 minut.
Film pochodzi z 2008 roku, co będzie ważne dalej. Właściwie juz teraz jest ważne - jest spóźniony o 15 lat. W roku 93 panowie JC i JL byli u szczytu formy fizycznej, scenariopisarskiej i aktorskiej. No może poza tym ostatnim bo do dzisiaj nie wyszli poza przedszkolny teatrzyk. Rok temu Jet kończył 45 lat a Jackiemu dawno stuknął piąty krzyżyk. Więc sceny walki nie są najlepsze. Chyba że lubicie sznurki w takim razie polecam wyroby masarskie polskiej produkcji.
Fabuła? Hmm. Śledzimy losy chorowitego młodzieńca amerykańskiej proweniencji, który przenosi się do magicznej krainy by pomóc w walce z odwiecznym złem. Jeszcze się nie spotkałem z takim obrotem sprawy! Cóż za niecodzienny zarys fabularny!
Co się może podobać? Efekty specjale są bardzo porządne i ogólnie aktorstwo tak bardzo nie razi.
Ale jestem w stanie przytoczyc dwa argumenty nie do zbicia:
Kolejna edycja pierdół, patrzenia na nieszczęścia innych, poniżenia, krwi, potu, łez i innych płynów ustrojowych.
Czyli wszystko to co w Internecie przechodzi jako "śmieszne".
Zaczniemy od pierwszego, krótkiego a sytego.
Znany tez jako śmiech, który zabija.
Skoro jesteśmy przy śmiechu, ciężko go nie powstrzymać przy oglądaniu napranych karzełków przebranych za Ewoków. Wiem, że to staroć z czasów Halloween, ale ponoć niektórzy nie widzieli, także zapraszam.
Micheal Jackson żyje w ciele pijanego karła. W sumie to coś w jego typie.
Kolejny filmik to nieoceniony Richie Dawkins w mega hardym remixie (i tak, poważny naukowiec klnie na konferencji, nigdy pewnie na takiej nie byliście to nie wiecie.)
Link ukradziony od Natalii.
Teraz cos dla fanów futbolu. A raczej bijących się dzieci. Na jedno wychodzi.
Ownage! Swoją drogą ja w jego wieku to juz składałem aplikację do Power Rangersów, a nie za piłką ganiałem.
Na sam koniec kontrybucja wiernego czytelnika i mistrza wynajdywania hardych filmików, czyli Łukasza. Niech Jezus ma was w opiece na ten ciężki, ciężki weekend.
No dobra nie każdy, ale większość z nas ma włosy na głowie i czasami przez ich specjalne ułożenie jesteśmy rozpoznawani. Taki na przykład Gandhi albo Kojak dzięki czupryną zyskiwali na estymie. Zaznaczam od razu, że nie wiem jak tak naprawdę wyglądali. Tak czy owak oto najbardaziej ikoniczne fryzury.
6. Łysina - większość bohaterów gier
Kliknijcie na obrazek powyżej, może uda wam się zauważyć pewne podobieństwa.
O tak. Twórcy gier okazują się ostatnio bardzo wymyślni w tworzeniu bohaterów. Kwadratowoszczęcy marines, lekko nieogoleni i patrząc spod byka. Po części spowodowane formatem gier (rzeczoni marines strzelają do zombie/nazistów/kosmitów) po części z patrzenia na obsadę "Prison Brake".
5. Paul Phoenix/William Guile
Pan Guile, powyżej, za długo czasu spędził na lotniskowcu, ponieważ postanowił stworzyć lądowisko na swojej głowie. Niestety nic z jego cudownego owłosienie nie zostało przeniesione do filmu "Street Fighter". Wyobrażacie sobie JCVD z taką fryzurą?
Paul Phoenix z drugiej strony nauczony częstymi upadkami na głowę postanowił stworzyć sobie poduszkę zabezpieczającą przed wstrząsieniem mózgu. Ja bym poprzestał na dyskretnym afro, ale Paul jest zbyt radykalny - jego zadowoli dopiero stojący na czubku łepetyny komin. Bardzo ładny komin.
4. Wolverine
Pan Logan/James musi chyba spać stojąc na głowie opartej na dość wąskiej desce. Albo jest to zwązane z jego zwierzęcą naturą?
No tak uderzające podobieństwo.
3. Sindel
Kto to jest? Postać z Mortal Kombat III. Co w jej fryzurze jest takiego specjalnego, że zasługuje na miejsce na tej liście? To:
Ał.
2. Loczek Clarka Kenta
Ach, jakże on urokliwy. Jak dobrze podkręcony. Jak spływa po spokojnym czole. Perfekcja, prefekcja, ferpekcja. Nic dziwnego że pani Lois i Lana nie mogą oderwać wzroku.
P.S. Clark Kent to też Supermen, jakbyście nie wiedzieli.
1. Księżniczka Leia Organa
Na miejscu pierwszym najbardziej epickie bułeczki w dalekiej galaktyce dawno, dawno temu. Całkowicie nieprzydatne (nic w nich nie słychać), niezbyt eleganckie, ale i tak je kochamy nad życie.
Ten czarujący jegomość to KC Green, jeden z najzabawniejszych, ale także najbardziej wątpiących w siebie rysowników. Możecie go znać z demonicznie zabawnej produkcji, jaką jest Horribleville.
Jego nowym produktem jest względnie regularnie (jak na KC) updateowany komiks Gunshow. W zasadzie tematy poruszane w nim pokrywają się z nastrojem jego poprzednich produkcji. Kulinaria, Nicolas Cage i Hugh Jackman, douchebagi i Bóg. Oczywiście muszą byc wątki autobiograficzne.
Polecam archiwa i regularne czytanie. Pomaga na wybuch poczucia humoru.
Cóż mogę powiedzieć. Może i Jezus mnie kocha ale niestety bez wzajemności. Religia i tego typu pierdoły mnie nie interesują. Wyrosłem z nich dawno temu głównie dzięki pomocy zwolenników inteligentnego projektu. Dodatkowo bóg wydaje się być strasznym burakiem, który z reguły olewa to co do niego mówisz (Gdzie jest sextape z Megan Fox! //machanie ręką w stronę sufitu//). Ale jak wiemy nie wszyscy mogą być bystrzy. Niektórzy wciąż jedzą kredki, a inni myślę że koleś z brodą jest w porządku. Jeśli należysz do tych ostatnich to proponuję rozgrywkę w Tower of Heaven.
more like tower of what the fuck
Ot niby zwykły platformer z małym twistem, że tym razem napierasz do góry a nie w prawo. No i nie zdobywasz zamku Draculi czy czego tam jeszcze, a wspinasz się po wieży prowadzącej do nieba. Super! W końcu bóg to spoko koleś, na pewno jest tam winda czy coś. O nie nie nie. bóg XXI wieku to totalny douche, który jak tylko zauważa, że chcesz się wspiąć do góry zaczyna być nie do zniesienia.
Po pierwsze masz time-limit. I to nie jakiś lamerski time-limit po 5 minut. 20 SEKUND! W porywach całe 50. W tym czasie musisz się dostać do klatki schodowej prowadzącej na następne piętro. Ale uważaj! Bo dookoła jest mnóstwo fałszywych klatek schodowych, które nie działają. Myślisz, że już jest źle? No to przygotuj się na ostatnie pieprznięcie ze strony starego dobrego Jahwe. Co jakiś czas pojawia się nowa zasada, której musisz przestrzegać. A może to być wszystko, od 'nie dotykaj żółtych platform' do 'nie oddychaj'. Wszystko zależy tylko od tego jak wielkim douchebagiem postanowi być bóg.
"Wielka Draka w Chińskiej Dzielnicy" nie jest najlepszym filmem w historii. Niech mnie, nie jest nawet najlepszym filmem w resume Kurta Russella.
Ale my w Banterze nie chodzi o to by polecać wam Bergmana i Antonioniego - oni nie żyją. Nam chodzi o ponadczasowe wewnętrzne zadowolonie gdy widzimy takie sceny jak na zdjęciu powyżej. A co dokładnie:
James Bond się chowa. Poza tym dziwaczne potwory i sceny walki. Kurt Russell i masa one-linerów. Zadyma i kiepskie dowcipy. Czyli mniej więcej normalna dla nas sytuacja na święta.
Polecam z całego serca - lata osiemdziesiąte jak bym wtedy tam był. A jak wiemy nie było to możliwe gdyż SŁUŻYŁEM W ARMIII ROBODINOZAURÓW!
Nie wszyscy znają serię "Marvel Superheroes What The!", a warto. Gdzie indziej zobaczycie zombie-Gambita tańczącego do "Thrillera" pod nawijkę Stana Lee, traktującą min. o Hasselhoffie w roli Nicka Fury? Gdzie indziej pytam się?
Jest także nowy film od Switchera i nie byłbym sobą gdybym tego nie zamieścił:
Zespół Purrfect śpiewał o zejściu w porę ze sceny i jest to zdolność niełatwa do opanowania. Niektórzy nerdowie atakują nas swoimi pomysłami tyle lat, że robi się to dość straszne. Oto (oficjalna, a jakże) lista najbardziej irytujących z nich.
6. Hideo Kojima
Jak to! Hideo to mistrz naracji, tworca niezapomnianych historii haba haba haba. I co z tego? Jego ostatni twór był najdłuższą operą mydlaną na ziemi i nikt słowa nie powie? Kojima, enough is enough.
5. Stan Lee w filmach Marvela
Stan is the Man. Ale jego liczne pojawienia się w filmach o moich ulubionych bohaterach przeszły od fazy urocznej do naprawdę denerwującej. Spiderman 3? WTF?
4. Peter Molyneux
Ile lat mamy czekać na "tą" grę? Ona nidy nie powstanie, za to Peter słusznie zbiera tytuł Jerzego Engela świata gier. Dużo gadki i nieiwiele do popracie. Dlaczego ta nisko? Bo Fable to mimo wszystko fajne gry.
3. Micheal Bay/Uwe Boll
Z technicznego punktu widzenia nie jest to nerda ale douchebag pełną gębą. Kręci jednak filmy o bohaterach nerdowskich fantazji i jego odpowiedzią na wszystko jest biegnąca w slo-mo Megan Fox. Oraz rasizm. I wybuchy.
Trzeba mu jednak przyznać, że mógł wymyślić gorsze rozwiązanie niż Megan.
Uwe Boll z drugiej strony to ostateczny douchebag. Jego filmy są cudnownie beznadziejne. In plus- ma do siebie dużo dystansu no nie będę na niego rantował bo mnie pobije.
Heh. Mimo tego powinniście udać się na tą stronę i podpisać petycję, aby skończył tworzyć te swoje crapy.
2. Rob Liefeld
Nie będę nawet zamieszczał żadnego "dzieła" Roberta, bo nie zasługuje na to nawet w ramach naśmiewania. Bobby nie potrafi narysować prosto, jego postacie nie mają stóp, kobiety to on nigdy nie widział. Zarazykuję - rysuje gorzej ode mnie. Zresztą co będę mówił, wszystko jest wyjaśnione w tym artykule.
Tylko by pokazać skalę problemu. X-force w latach 90 sprzedawał się w dwu milionowym nakładzie. Wiecie ile sprzedało się największego hitu ostatniego roku, "Captain America: Reborn"? 200 000.
Z potrzeby człowieka do ciągłego zdobywania niepotrzebnych informacji powstał Banter Banter. Znajdziesz tu wszystkie nieistotne i nieprzydatne wieści takie jak gdzie są zdjęcia Megan Fox, kto aktualnie jest failem tygodnia, czemu słowo Pr0n nie prowadzi do dupeczek itp. Dodatkowo trochę wieści z nieistniejącego w polsce gatunku jakim jest komiks oraz dobry film (przez dobry mam na myśli umięśnionych bad-ass'ów a przez film napieprzanie). Wszystko to plus cała masa fekalnych żartów.
Teraz też w eterze! I innych barbituranach! Każdy piątek o 17.00 na 91.6 FM we Wrocławiu oraz na stronie Radia Luz. Zapraszają Paweł Klimczak i Bartosz Zalewski.