Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jet li. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jet li. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 kwietnia 2010

Banter Banter proudly presents: Fearless

Oczywiście mówimy o nowym albumie naszej ukochanej piosenkarki country, Taylor Swift. Nastrojowe połączenie gitarowych ballad, pięknego głosu i wysokich kopniaków.

Oczywiście chodzi o film z Jetem Li z 2006, a nie jakiś buraczany crap.

Pan Li, czesto goszczący na naszych łamach, to gorący chiński patriota. Dlatego też jego filmy często mają antyzachodni (jak ten) lub antyjapoński (jak Hitman) wydźwięk. Mi to kompletnie nie przeszkadza, równie dobrze mogły by mięc antypolski akcent, ważne aby kopniaki były syte i celne. W dzisiejszym filmie tak dzieje się często, choć trzeba przyznać że często gęsto za pomocą sznurków.

Jeśli chodzi o fabułę mamy kolejne zobrazowanie ponurych lat dla chińskiej suwerenności i samotnego mistrza sztuk walki walczącego o honor Państwa Środka. O dziwo tym razem Jet Li jest z początku zwykłym zabijaką, który docenia przede wszystkim obite facjaty przeciwników, a Ojczyznę w potrzebie stawia na dalszym miejscu. Dopiero za namową przyjaciela trzaska po twarzy niemilców w imię Cesarstwa.

I są to jedne z lepiej zaaranżowanych walk wushu ostatnich lat. Oczywiście można je przyrównywac do baletu wuxia rodem z "Domu Latających Sztyletów" i wyjdzie to na niekorzyść naszego dzisiejszego tematu, lecz trzymając się bardziej realistycznego potraktowania praw fizyki, "Fearless" jest na czele. Sprawdźcie sobie krótką scenkę w której Jet walczy na miecze w karczmie.

Świetne tempo i egzekucja. A w tym filmie jest naprawdę wiele równie imponujących scen, więc polecam go z całego (czarnego jak Wrota Mordoru) serca.

wtorek, 10 listopada 2009

Banter Banter Proudly Presents: Forbidden Kingdom

Jackie Chan i Jet Li w jednym filmie.

Koniec recenzji.

Zaraz, zaraz nie za to przecież dostaję grube miliony (monet) by na odwal robić recenzje filmów. Muszę poświęcic temu co najmniej 5-7 minut.

Film pochodzi z 2008 roku, co będzie ważne dalej. Właściwie juz teraz jest ważne - jest spóźniony o 15 lat. W roku 93 panowie JC i JL byli u szczytu formy fizycznej, scenariopisarskiej i aktorskiej. No może poza tym ostatnim bo do dzisiaj nie wyszli poza przedszkolny teatrzyk. Rok temu Jet kończył 45 lat a Jackiemu dawno stuknął piąty krzyżyk. Więc sceny walki nie są najlepsze. Chyba  że lubicie sznurki w takim razie polecam wyroby masarskie polskiej produkcji.

Fabuła? Hmm. Śledzimy losy chorowitego młodzieńca amerykańskiej proweniencji, który przenosi się do magicznej krainy by pomóc w walce z odwiecznym złem. Jeszcze się nie spotkałem z takim obrotem sprawy! Cóż za niecodzienny zarys fabularny!

Co się może podobać? Efekty specjale są bardzo porządne i ogólnie aktorstwo tak bardzo nie razi.

Ale jestem w stanie przytoczyc dwa argumenty nie do zbicia:

- Jackie Chan i Jet Li razem na ekranie.

- I najważniejsze: całość jest na Youtube!

Film z 2008? Ktoś się chce zabawić w Judasza i powiedzieć producentowi?


wtorek, 8 września 2009

Banter Banter proudly presents: Kiss of the Dragon



Kolejny film z gatunku "Jet Li kopie ludzi". Lubię te filmy - pokazują po części prawdę o człowieku. Na przykład w powyższej scenie wspominany przez mnie w ubiegłotygodniowym tekście Cyril Raffaeli jest kopany w okolice twarzy. I upada. Pewnie odczuwa też ból. Czy nie mówi nam to czegoś o człowieku?

Jeśli chcecie dowiedzieć jak do tego doszło służę klipem:


Jest to jeden z lepszych w tym pojedynku, ale jest też kilka innych mocnych scen. Jet li bije ludzi żelazkiem. Jet Li bije ludzi kulą bilardową. Jet Li bije francuskich żandarmów flagą (zgadnijcie jakiego kraju).

Fabuła?

Jet Li gra policjanta, wrobionego przez skorumpowanego francuskiego gliną w morderstwo, ktoś zabija starszego człowieka, jest dziewczyna i jej porwana córka. Ludzie, przecież napisałem, że Jet Li bije ludzi żelazkami!

Finałowa scena to pokaz mocarnego badasserstwa, naprawdę warto na nią czekać. Wcześniej Jet Li także nie próżnuje - oto dowód.
Heh mina kolesia po prawej - bezcenna!

wtorek, 23 czerwca 2009

Banter Banter proudly presents: Fist of Legend

Jet Li to legenda filmów wushu. Mozna zżymać się na bezczelne wykorzystanie linek i trików w filmach takich jak Pewnego razu w Chinach czy praktycznie wszystkich po 2000 roku, ale Jet kiedyś wymiatał. Kiedy dokładnie?

W 1994. Wtedy wyszedł film Jing wu ying xiong, tłumaczony zgrabnie na Fist of Legend. Co prawda mamy do czcynienia z kilkoma scenami z użyciem trików i efektów specjalnych, ale rozchodzi się o to kto kogo mocniej walnie w mordę. Historia jest mało istotna, choć jak to zwykle bywa w ówczesnej kinematografii hongkonskiej mocno nacjonalistyczna. Chińczycy są biedni i uciskani, więc ichni mistrz sztuk walki leje Japończyków bla, bla, bla. Jak bije? Zobaczcie sami:

Zwracam uwagę na 0:47 tego filmiku - Jet z pełną premedytacją bije w krocze jakiegoś skaczącego biedaka. Jeśli myślicie, że takie naiwne przesłanie juz się wytarło, to się mylicie. Spod ręki pana Li dalej wychodzą takie cuda jak Fearless (2007). Fabuła? Chińczcy są biedni i uciskani więc ichni mistrz sztuk walki leje międzynarodowe towarzystwo bla, bla, bla.

To tak jakby do dziś wydawać filmy i gry o II Wojnie Światowej. Niewyobrażalne.

To co najbardziej podobało mi się do dużo całkiem epickich pojedynków, z czego pierwszy godny uwagi to trochę komiczna walka Jeta Li z Yasuakim Kuratą, no i oczywiście specjalność wieczoru. Pojedynek naszego bohatera z Billy Chowem, który wciela się w rolę Generała "Killing Machine" Fujity.

"Killing Machine".

Jeśli chcecie zobaczyć jak Jet Li bije się z człowiekiem o pseudonimie "Killing Machine" to obejrzyjcie Fist of Legend. Dużo bicia, okrzyków i kurzu wzbijającego się z bezlitośnie kopanych ludzi.

P.S. Szukajcie oryginalnej wersji z napisami, pod żadnym pozorem zdubbingowanej. Ta ssie.