wtorek, 30 czerwca 2009

Banter Banter proudly presents: Hard Boiled


Dzisiaj odchodzimy trochę od tematyki kopanej, a wsiadamy do bullet trainu.

Hard Boiled albo w oryginale Lat sau san taam to pozycja, który wywindowała Johna Woo po wielu latach tworzenia hongkońskich filmów akcji o twardych glinach i bezwzględnych przestępcach do Hollywood. Tam dla odmiany jego bohaterami byli twardzi gliniarze i bezwględni przestępcy. Stworzył chociażby Mission Impossible II, Bez Twarzy, Szyfry Wojny i taki jeden z Van Dammem.

Wszyscy ci panowie nie mają nawet setnej części twardzielstwa Inspektora Tequilli, jazzmana-amatora i dystrybutora kul. Grany przez (względnie) młodego i (względnie) chudego Chow Yun-Fata, razem z Tonym Leungiem kładą przeciwników na pęczki.

Nie żartuję, w tym filmie pada ponad setka osób i strzelaniny trwają po kilkanaście minut. Nie wiem ile pirotechniki zużyli w trakcie kręcenia, ale spójrzcie tylko na pierwszą scenę z filmu:

Później jest tylko więcej wszystkiego - strzelanin, ... Tylko strzelanin - tu nie ma pościgów, bijatyk i pięknych kobiet! Sprawia to, że film jest trochę ubogi.

Ale w nie każdym filmie zobaczycie scenę ratowania ostrzeliwywanych noworodków, przywiązanych do antyterrorystów schodzących po rynnach.

Wyłączcie mózgi i cieszcie się 2 godzinnym baletem z pistoletem w roli głównej.

niedziela, 28 czerwca 2009

Weekendowa lista top: 6 najgorszych autorów fantasy.

Wow, jestem wielkim fanem fantasy (fanfantasanem nawet). Razem z moim ukochanym bratem zebraliśmy ponad 300 pozycji, i niestety nie wszystkie trzymają poziom. Czasami w trakcie czytania czułem drgania wywołane potężnymi obrotami Tolkiena w jego przytulnym grobie w Walii. Postanowiłem więc ostrzec was przed kilkoma nazwiskami - niektórych pewnie znacie, ale proszę:

Unikajcie ich!

6. Andre Norton


Szacowna pani alice Mary Norton (97 lat i dalej zabija) napisała ponad 100 książek. Najbardziej znanym jest oczywiście seria o Świecie Czarownic, ale oprócz tego tworzy też bajki dla dzieci, kryminały, horrory i poradniki dla pijących matek.

Jak udało jej się osiągnąć taką cudną liczbę? Chcecie żebym się złośliwił, ale prawda jest trochę smutniejsza - nie wszystkie książki są tak naprawdę jej autorstwa. Legion lojalnych autorów - czasami uwzględnionych na okładkach, czasami w creditsach - pomagał wyśrubować rekord. A gdzie kucharek sześć tam nie ma grzybów w barszczu na jednym ogniu.

Unikajcie więc pozycji w których widzicie czyjeś inne nazwisko niż Norton na okładce.

5. Nik Pierumow

Ten człowiek wziął się za napisanie dalszego ciągu Władcy Pierścieni. Jak mu poszło?

Doskonale. A mówiąc to mam na myśli do dupy. Nik został uznany najlepszego autora w Europie w roku 2004. A teraz wyobraźcie sobie że dostał to za opowieść o wyprawie hobbitów, ktora przechodzi do innego świata za pomocą portalu i ogólnie wszystko atakuje ze wszytskich stron, chaos, zadyma i wariactwo. Na początku może się to podobać, ale w Kronikach Hjörwardu okazuje się nagle, że nawet dżdżownica ma moce, które mogą zniszczyć wszystko jednym pierdnięciem.

Typowy przykład człowieka cierpiącego na nadmiar pomysłów, działającego na zasadzie: "Brzmi fajnie? Do gara!".

4. Mitchell Graham


Mało znany autor, którego wejściem smoka jest zaczątek horrendalnej serii o pierścieniach, Piąty Pierścień. Młody chłopiec z małej wioski znajduje tajemniczy pierścień i wyrusza razem z drużyną towarzyszy by odszukać pozostałe pierścienie i je zniszczyć, unikając sługusów złego tyrana, który pożąda błyskotki.

Gdzieś już to czytaliśmy? Tolkiena obedrzyjcie z dobrej narracji, epickości, ciekawego świata i właściwie wszystkiego - macie pana Mitchella Grahama. Czekamy na więcej, mistrzu!

3. Terry Brooks


Heh, to robi się za łatwe. I coraz bardziej przypomina konkurs "znajdź najsłabszego naśladowcę Tolkiena". Terry jest bardziej radykalny. Stworzył nie trzymający się kupy świat i konsekwentnie posyła nas tam z każdą pozycją. Zaczyna mu się co prawda kończyć lista słów związnych z fantasy, które można wcisnąć do tytłu oprócz "... Shannary" więc może niedługo skończy.

Nie żartuję - nie zdziwił bym się gdyby kolejny syf nazywał "Magiczna Kupa Shannary". Albo Terry zrobi serię s-f "Młodzieżowe Roboty Shannary". Jest do tego zdolny.

Poza tym naprawdę nie trawię jego lukrowatego stylu. Wszyscy, którzy narzekają na drewaniane postacie u Tolkiena zapraszam do prawdziwego lasu jakim są osobowości postaci pana Brooksa. Wali sosną na kilometr.

2. David Gemmell


David spokojnie dałby radę wbić na pierwsze miejsce, ale uciekł mi do grobu więc niestety, srebrny medal.

Jego receptą na sukces (dobre sobie) jest napisanie książki o grupie starych weteranów, która otrzymuje zadanie i, razem z żądnym przygód młodzikiem oraz obowiązkową piersiasta niewiastą, przebijają się przez zastępy wroga aby zanieść pierścień/ocalić dziecko/zamknąć portal. Uwaga spojler - winne wszystkiemu są demony. Kopiuj, wklej - cała saga Drenai i kilka innych.

Nie żartuję postać zgryźliwego, niedźwiedziowatego pijusa, który zarazem jest siłaczem i w ogóle ownuje wszystkich pojawiła się w każdej jego książce. W każdej.

Mówimy o człowieku, który kazał Aleksandrowi Macedońskiemu walczyć z demonami. Akurat łatwo było się domyślic z kim mógłby walczyć w głowie Davida wielki wódz Greków.

Po śmierci Gemmella ustanowiono nagrodę jego imienia - jej ostatnim laureatem jest Andrzej Sapkowski. Chichot historii, bo każda książka Sapka wytarłaby Gemmellem podłogę.

Mniej hardkorowy jest tylko Mroczny Księżyc, choć nie zdziwię was pisząc, że winne są oczywiście demony.

1. R. A. Salvatore


Naprawdę, czy mógłby być to ktoś inny? Bob, dałeś nam Drizzta Do'Urdena, drowa tropiciela i największego cieniasa na świecie. Dałeś nam Bonaducego Cadderly'ego, najpotężniejszego kapłana i człowieka, który wydala tęczę. No i Włócznika - nawet nie zaczynajmy z tym gniotem.

Bob - kochamy cię.

(un)Honourable Mentions:

T.H Lain za Groźne Jaskinie i Nieumarłych, Thomas M. Reid za Świątynię Złych Zywiołów oraz Philip Atans za Baldur's Gate 2. Ale to nie są książki. To są po prostu zapisy słabych przygód.

Duke Nukem Syndrome



Na górze krótki film opowiadający historię człowieka chorego na Duke Nukem Syndrome. Podoba mi się szczególnie przygotowywanie śniadania. Jednak najlepszy moment to przedstawienie innych syndromów: Donkey Kong, Side-scroller, Jack Bauer, Street Fighter, Porn Star, z których mogłem zmyślić jeden lub dwa.


/mod

czwartek, 25 czerwca 2009

Łebski komiks: Nedroid

Rany, ale nazwa tego działu jest słaba! Jesli macie jakiś pomysł to napiszcie w komentarzach.

                                                                 Dziś Nedroid.

Mamy do czynienia z najzajebistszą parą przyjaciół w całym uniwersum - wielki ptak (papuga?) Regianld i misiowaty Beartato to prawdziwi BFFy. Łączy ich zamiłowanie do wyzwań, poczucie humoru, miłośc do bekonu i kiepska pamięć.

Chciałbym dać mojej siostrzenicy ich pluszowe wersje, żęby mogła poznać prawdziwą przyjaźń. Szkoda, że nie mam siostrzenicy. Szkoda że Beartato i Reginald nie są zawsze najlepszymi z przyjaciół.

Tony Clark FTW!

Link do archiwów

Indie Game of The Week: Upgrade Complete

Wszyscy lubimy upgradować. Fani RPGów siedzą latami patrząc na tabelki, fani samochodów instalują na automobilach lampki i cudeńka w celu ściągnięcia lampucer, fani komputerów robią case'y z martwych ciał.
Wykorzystali to twórcy Upgrade Complete. W tej gierce można ulepszyć praktycznie wszystko.


LINK

To proceed buy godamned upgrades!

środa, 24 czerwca 2009

Bądź uprzejmy mieć wątpliwość.

Oskarowy film z Meryl Streep i Philipem Seymourem Hoffmanem zadzwiająco często jest brany na celownik przez komików.

Na przykład z Lonely Island:

Albo z College Humor:

Trzeba przyznać, że pan PSH jak nikt inny nadaje się do grania oskarżonego pedofilię ojczulka.

wtorek, 23 czerwca 2009

Banter Banter proudly presents: Fist of Legend

Jet Li to legenda filmów wushu. Mozna zżymać się na bezczelne wykorzystanie linek i trików w filmach takich jak Pewnego razu w Chinach czy praktycznie wszystkich po 2000 roku, ale Jet kiedyś wymiatał. Kiedy dokładnie?

W 1994. Wtedy wyszedł film Jing wu ying xiong, tłumaczony zgrabnie na Fist of Legend. Co prawda mamy do czcynienia z kilkoma scenami z użyciem trików i efektów specjalnych, ale rozchodzi się o to kto kogo mocniej walnie w mordę. Historia jest mało istotna, choć jak to zwykle bywa w ówczesnej kinematografii hongkonskiej mocno nacjonalistyczna. Chińczycy są biedni i uciskani, więc ichni mistrz sztuk walki leje Japończyków bla, bla, bla. Jak bije? Zobaczcie sami:

Zwracam uwagę na 0:47 tego filmiku - Jet z pełną premedytacją bije w krocze jakiegoś skaczącego biedaka. Jeśli myślicie, że takie naiwne przesłanie juz się wytarło, to się mylicie. Spod ręki pana Li dalej wychodzą takie cuda jak Fearless (2007). Fabuła? Chińczcy są biedni i uciskani więc ichni mistrz sztuk walki leje międzynarodowe towarzystwo bla, bla, bla.

To tak jakby do dziś wydawać filmy i gry o II Wojnie Światowej. Niewyobrażalne.

To co najbardziej podobało mi się do dużo całkiem epickich pojedynków, z czego pierwszy godny uwagi to trochę komiczna walka Jeta Li z Yasuakim Kuratą, no i oczywiście specjalność wieczoru. Pojedynek naszego bohatera z Billy Chowem, który wciela się w rolę Generała "Killing Machine" Fujity.

"Killing Machine".

Jeśli chcecie zobaczyć jak Jet Li bije się z człowiekiem o pseudonimie "Killing Machine" to obejrzyjcie Fist of Legend. Dużo bicia, okrzyków i kurzu wzbijającego się z bezlitośnie kopanych ludzi.

P.S. Szukajcie oryginalnej wersji z napisami, pod żadnym pozorem zdubbingowanej. Ta ssie.

niedziela, 21 czerwca 2009

Weekendowa Lista Top 6: Cudowne momenty w japońskich programach telewizyjnych.

Japończycy mają najlepszą telewizję na świecie. Gdyby Telewizja Polska miała jedną dziesiątą ich wyobraźni to płaciłbym abonament. Nie wierzycie? Spójrzcie na tą listę 6 cudownych urywków z japońskiej telewizji.

6. Sauna zamienia się w sanki.

Kto na to wpadł? Chciałbym uścisnąć jego dłoń.

5. Ringu experience.

Złoooo!

4. Takeshi Castle - nominacja zbiorowa

Wszyscy kochają ten program. W Polsce był do obejrzenia tylko na DSF i przyznam że to moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. To i deportacja. Stworzono juz kilka zagranicznych wersji TC - amerykańska jest bardzo średnia, polecam za to brazylijską.

3. Human Tetris (Hole In The Wall) - znowu nominacja zbiorowa.

Heh, ten program jest jak heroina - nie nudzi się. Mamy także naszą rodzimą wersję tego formatu i, o dziwo, nie ssie na całej linii. Tylko trochę.

2. Lekcja angielskiego.

Nie przebijesz kolesi z Gaki No Tsukai. Ten fragmencik to wycinek godzinnego programu, w którym nieszczęśnicy byli bici przez 9 godzin za każdy wybuch śmiechu. Ale o batsu game zaraz.

1. Ciastkowe Piekło.

part 1

part 2

part 3

Komicy z programu Gaki No Tsukai często wymyślają dla siebie batsu games - gry w kary.

I to co widzicie powyżej to najhardsza kara jaką widziałem. W pewnym momencie przestajesz się śmiać a zaczynasz współczuć. Mocne!

czwartek, 18 czerwca 2009

Łebski Komiks: Dr. McNinja

Łebski Komiks to regularny dział w którym będziemy zamieszczać komiksy które nam się podobają, albo nie podobają, albo trochę podobają. Łebski, bo to komiksy internetowe, a słowo "web" można też zapisać... Nieważne.

                                                  Dzisiaj - Dr. McNinja


Dr. McNinja jest doktorem i jest także ninją. Właściwie na tym można by skończyć.

Dodam tylko że do tej pory wyszło 10 serii plus część 0,5, plus 3 serie gościnnych występów. Prócz głównego bohatera mogliśmy poznać losy Gordito - meksykańskiego ujeżdżacza raptorów, który wyhodował swoje wąsy czystą siłą woli, Judy - goryla-sekretarki, Ben Franklina, Draculi, rodu McNinjów, Najradykalniejszego człowieka na Ziemi - King Radicala i innych ciekawych postaci. Dodam także że ostatnio zakończyła się 10 seria przygód Doktora i od dwóch serii mamy okazję podziwiać go w kolorze. Dodam także, że to jeden z najbardziej pokręconych, dziwacznych, śmiesznych i rzeźnickich komiksów jakie widziałem.

Nawet sporo dodałem.

Tu macie linka do Archiwów.

Nie bierzcie żadnych środków psychotropowych przed obejrzeniem tych komiksów. Naprawdę. Dr. McNinja przeleciał z Księżyca na grzbiecie Robo-Drakuli. Wyobrażacie sobie ten scenariusz pod wpływem?

All hail Chris Hastings!

środa, 17 czerwca 2009

Indie Game Of The Week - Bullet Time


Jeśli wydaje ci się, że jesteś dobry to znaczy, że się mylisz. W czym? A czy to ważne? Między innymi w Bullet Time. Ta mała i niemiłosiernie krótka (spróbuj grać w nią dłużej - wyzywam cię) gra zawiera w sobie wszystko to co prawdziwy shoot'em up powinien mieć. Jest statek, jest przemieszczający się z prawej do lewej ekran z obcymi i trochę PEW PEW akcji. Właściwie to tej ostatniej jest dużo, bo strzela się cały czas, bez przerwy, no remorse! W każdym bądź razie mój osobisty rekord to 23 sekundy na ekranie. Polecamy ze względu na duży ładunek retro.


Shoot Em Up Scottie! Oh wait! I mean beam them up... too late? ... Khaaaaaaaaaaaaaan!

Link Link


/mod

Najciemniej pod czarną latarnią.




My w Banterze nie jesteśmy największymi fanami DC Universe. Właściwie całkiem nam on wisi. Ale ten panel z nadchodzącego komiksu Green Lantern #43 jest rzeczą nad którą musimy się pochylić.
Dotyczy najnowszego crossoverowego eventu DC, czyli Blackest Night. Zasadniczo chodzi o pojawienie się Czarnych Latarni, całkiem opozycyjnych wobec znanych i lubianych Green Lanternów.
Okazuje sie, że będą to cholerne zombie! Mniejsza o kilka postaci, które zostaną wcielone (Dr. Light, Martian Manhunter) ale to ostatnie nazwisko w ostatnim panelu na pewno wywoła sporo zamieszania.
It's godamned Batman!
Kliknijcie na obrazek i wypatrzcie swoich ulubieńców w momentach odwalania przez nich kity. Może jest tam Dżyngis Chan?
Via DC Blog

wtorek, 16 czerwca 2009

Banter Banter proudly presents: Honour of the Dragon

W każdy wtorek znajdziecie w tym dziale recenzję filmu z zamierzchłej przeszłości lub zamierzchłej teraźniejszości. Zazwyczaj będą to filmy sci-fi, fantasy, anime, animowany lub o kopaniu dupy. Tak jak dzisiaj.

Miała być miaucząca głowa lolcata w takim kółeczku, ale MGM by nas wdeptało pozwami. Tacy ważni jesteśmy.

Dzisiaj czeka nas podróż do egzotycznej Tajlandii, aby podziwiać najpotężniejszego obecnie człowieka na Ziemi, Tonego Jaa, w poruszającym melodramacie Honour of the Dragon (Tom yum goong w oryginale, Warrior King w UK i The Protector w Stanach, nie wiem jak się nazywał na Osobowicach, pewnie Swój Chłop). Główną osią tego znakomitego obrazu jest uprowadzenie stadka świętych słoni z wioski głównego bohatera, Khama, oraz jego rozpaczliwą próbę odzyskania tej czeredy. Jest to historia o zagubieniu, dorastaniu i poczuciu obcości na nieznanej ziemi. Doskonałe aktorstwo i znakomite dialogi dotkną was dogłębnie.

Poza tym Tony Jaa przecina więzadła wielkim koksom za pomocą połamanych, słonich kości przywiązanych do rąk.

Przecina. Więzadła. Koścmi. Przywiązanymi. Do. Rąk.

Ten film jest jedną z potężniejszych i mocarniejszych filmów jakie miałem okazję obejrzeć w ostatnich latach. Przebija nawet Ong Baka. Zresztą rzuccie okiem na tą scenę:

Ta scena jest nakręcona jednym ujęciem, bez cięć, linek i tricków. Tony Jaa prawdopodobnie zostanie prezydentem świata za jakieś 5 lat. Nie zgadzasz się? Bam! Kolano w głowę!

Film Honour of the Dragon to absolutny must-see dla wszystkich fanów sztuk walki.

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Nie masz co robić na wakacjach? Już masz.


Wczoraj miała miejsce premiera drugiego sezonu serialu True Blood, świetnego serialu o wampirach. Zanim uciekniecie od niego z krzykiem "Twilight! Run for your lives!" pozwólcie mi wspomnieć, że nie są to współczesne, skrzące się w blasku słońca wampiry, ale hardkorowi wysysacze krwi i ogólnie rzeźniki.

Naprawdę nie wiem czego w tym serialu nie ma do lubienia. Są chwile grozy i komedii, zagadki kryminalne i zawiłe losy, golizna i brutalność, bohaterowie z krwi i kości, dający się polubić. Za całość odpowiada Alan Ball, co może być znakiem jakości. Jego dotychczasowe produkcje to American Beauty (książka) oraz Six Feet Under (serial).

W Polsce serial wyświetla telewizja HBO a w internecie telewizja ogólnie dostępna.

Tu macie trailer II sezonu:

P.S. Nic wam pewnie nie powiedział. Dlatego właśnie polecam obejrzenie sezonu 1 jako idealną rozrywkę na lato. Zamiast ruchu na świeżym powietrzu, który jak wiadomo powszechnie szkodzi.

niedziela, 14 czerwca 2009

Say what?!



Jeśli kiedykolwiek spedziłeś więcej niż 20 minut w salonie z automatami (i nie mówię tu o zalewających nas 'Casino Las Vegas - 2 automaty i pan Józek grający o wielką kasę przy użyciu reszty z nalewki') wiesz czym są Cadillacs and Dinosaurs. A skoro mamy to już za sobą to zapewne wszyscy zgodzimy się, że była to gra conajmniej epicka (choćby w swojej absurdalnośći). Niestety mimo tego, że żyjemy w czasach remake'ów, nie mam dobrych wiadomości.

Seth Killian (Capcom Community Manager) powiedział na forum Capcom w temacie o SFIV na Wii:

"While not every aspect of Street Fighter IV's presentation would likely be possible on the Wii, the core elements are obviously possible. As for "never happen!" -- I'd hope that if Tatsunoko vs. Capcom has taught us anything, it's that we should never say never when it comes to Capcom. Unless you want to talk about more Cadillacs and Dinosaurs. Never!"
Say what?! Vin Diesel już przymierza się do remake'u pierwszej gry z Riddick'iem a ja nie mogę nawet pomarzyć o gorących akcjach zawierających w sobie afroamerykanów z wąsami, kopy w powietrzu i dinozaury?

This ain't funny Capcom! And you know it!


/mod


sobota, 13 czerwca 2009

Japończycy postawili pierwszy krok ku zagładzie ludzkości.


Znowu zresztą.

To na co patrzycie to mierzący 18 metrów model Gundama RX-78. W ten sposób przemyślny naród z kraju sakury chciał uświetnić 30 lecie tej mangi.

A tak nas wszystkich zabije!

Więcej zdjęć:

Part 1

Part 2

via punyari

P.S. Właściwie to jest całkiem w dechę, ale wyobraźcie sobie tego skubańca w akcji!

IGOTW: Barbarian Onslaught

Cóż, akurat ta gra nie jest może arcydziełem, albo najambitniejszą produkcją wszechświata, ale nie samym kawiorem i szampaganem człowiek żyje.

W Barbarian Onslaught wcielasz się w młodego barbarzyńcę, który musi rozwiązać zagadkę stali. Jesli przypomina to wam pewnego austraickiego gubernatora to słusznie. "Rozwiązywanie" sprowadza się do trzebienia różnego tałatajstwa za pomocą miecza. W użyciu: strzałki i spacja.

I tyle.

LINK

P.S. Skoro w klimatach barbarzyńskich jesteśmy, sprawdźcie koniecznie tą perełkę. Arnold usiadł razem z reżyserem Conana i podzielił się swoimi przemyśleniami.

Moment FTW: Arnold długo rozważa aparycję pewnej damy.

środa, 10 czerwca 2009

Premiera!

Wielkie przenosiny reklamowane w eterze, na lądzie i na morzu, w końcu się dokonują.

Banter Banter w wersji częstszej i mocarniejszej!

Audycja oczywiście w każdą sobotę o 16.00 na stronie Radia Luz oraz na 91.6 FM we Wrocławiu, poza tym wiele nowych działów i ciekawostek. Zapiszcie sobie w zakładkach tą stronę bo zawsze będzie warto tu zajrzeć. A jesli będziemy kopiować od kogos to przynajmniej się przyznamy. Nie jesteśmy Joemonsterem ani Bashem.

Do usłyszenia i zobaczenia!

Play me off, keyboard cat!