Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kopanie dupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kopanie dupy. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2009

Banter Banter proudly presents: 13th Warrior

Beowulf to klasyczna opowieść o dzielnym herosie, który pokonuję bestię Grendela (i jego matkę też). Zapewne oglądaliście film 3D Roberta Zemeckisa, a co powiecie by Grendela podmienić na stado dzikich wojowników a Beowulfa na grupę wikingów z gościnnym występem Saracena?

Hell Yeah! to byście powiedzieli. Historia jest prosta - Antonio Banderas nabruździł więc jest zsyłany na daleką Północ i zostaje kierownikiem poczty... to inny film. Tu się więcej zabijają.

Krwi jest dużo, tak samo jak błota, krzyków i zamętu bitewnego. A nad wszystkim tym góruje Asbjørn 'Bear' Riis, duński zapaśnik, a w wolnych chwilach aktor. Jego ekspresja aktorska jest komdeiowym elementem tego filmu.

Jeśli jeszcze nie oglądaliście "13 Wojownika" to zapraszam do obejrzenia. Jeśli oglądaliście to odświeżcie sobie bo to brutalny, rzeźnicki film. Gdzie można?

W kinie Youtube.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Banter Banter proudly presents: Bloodsport


Hell Yeah! Film z 1988 roku, który tak naprawdę awansował Jeana-Claude'a Van Damme'a do Hollywood. Dowód?

Jego poprzednie występy to rola w "Karate Tiger" i epizod w "Monaco Forever" jako gej-karateka. Nie sądze żeby były to produkcje, które trzymacie na swoich półkach. Za to "Krwawy Sport" to naprawdę film, który zyskuje wraz z czasem. JCVD był w szczycie swojej formy sportowej, zresztą przykładowa walka:

Może nie jest najlepsza, ale nie chcę sprzedawać wam soczystszych kawałków. I tak, nie mylicie się - ten czarnoskóry pan to Forest Whitaker, pierwowzór Afro Samuraia. I nie mylicie się po raz drugi - ten stoicki pan w opasce to Bolo Yeung.

A tak wygląda Bolo jak się wkurzy:

Holy Shit!

Dla samego Bolo Yeunga warto obejrzeć ten film, choć prócz okrzyków wypowiada w tym filmie tylko dwa zdania. Jakie? Zobaczcie sami.

Jeszcze trochę o panu powyżej. Ciężko uwierzyć ale zagrał w ponad setce filmów, w większości wcielając się w szwarccharakterów, raz wcielając się w samego siebie. Poza tym uczył się u Bruce'a Lee, był mistrzem Chin w podnoszeniu ciężarów, mistrzem kulturystki, ochroniarzem w klubie oraz przepłynął do Hong Kongu wpław! no dobra jedno z tych nie jest prawdą.

Nie był ochroniarzem w klubie.

Zobaczcie koniecznie.

P.S. Jeśli myślicie, żę Jean "Muscles from Bruxelles" Van Damme słabo zagrał w tym filmie, spójrzcie pokrótce na czwartą część "Krwawego Sportu" czyli "Mroczne Kumite". Wstrząsające przeżycie.

P.S. Ja oglądałem powyższy po niemiecku. High five anyone?

wtorek, 11 sierpnia 2009

Banter Banter proudly presents: Dom Latających Sztyletów


My w Banterze jesteśmy prawdziwym mężczyznami. Męskimi Mężczyznami można nawet rzec. Nie oznacza to że nie jesteśmy ślepi na wizualne piękno. A film Shi mian mai fu jest zdecydowanie pięknym filmem, zapierającym dech w piersiach freskiem namalowanym pastelowymi barwami.

Poza tym literalnie tłumaczy się jego tytuł jako "Atak z dziesięciu stron na raz". I wypełnia tą zapowiedź co do litery.

Ta krótka scena (nie chciałem wam sprzedawać finalnej bo jest lekkim spojlerem) oddaje ducha kina wuxia, czyli pół-baletu pół-naparzaniny. W tle przewija nam się historia miłosnego trójkąta oraz polityczna intryga, ale liczy się głównie to, że ekipa z tytułowego Domu potrafi rzucać sztyletami jak rakietami samonaprawadzającymi. Dużo kopania oraz wściekłych grymasów. Pościgi i zdradzonych przyjaciół. Poza tym mamy obowiązkową walkę w bambusowym lesie (niezła rozróba) no i Zhang Zyi patrzy na nas swoimi smutnymi oczami.

Aaa! Wypalają mi dziury w mózgu!

Świetny film i jeśli macie okazję obejrzyjcie go z jakąś panią, a na pewno nabierze się myśląc, że jesteście uczuciowi i wrażliwy. A jesteście przecież MM!

wtorek, 4 sierpnia 2009

Banter Banter proudly presents: Kung Fu Hustle

A właściwie Kung Fu, bo tak nazywał się film w Chinach. Jest to kolejne po niezapomnianym Shaolin Soccer autorskie przedsięwzięcie Stephena Chowa. Pan Stephen jest scenarzystą, reżyserem oraz odtwórcą głównych ról w obu filmach i robi to wyśmienicie.

Humor? Jest. Sceny walki? Są. Dziwaczne postaci i szalona fabuła? Też, nawet w nadmiarze. Właściwie wszystko tu jest w nadmiarze. Mamy sceny taneczne oraz masowe bójki. Mamy humor sytuacyjny i fabułę o porachunkach gangów. Poza tym mamy poważne sceny śmierci bohaterów no i slapstick taki jak tu:

To nie ostatni z serii wyśmienitych dowcipów, choć mniej tu absurdalnego humoru niż w Shaolin Soccer to uśmiejecie się nie raz. Pod koniec filmu skręcamy odrobinę w poważniejsze rejony, choć i tak ani razu nie jest to film robiony na serio.

Stephen Chow ma w planach stworzenie seqeuela swego hitu (najlepiej sprzedający się film w Hong Kongu), więc mozna zacierać rączki.

Szaleństwo!

P.S. Jak zwykle polecam wersję z napisami, choć dubbing nie jest zły, oryginalne głosy to jest jednak to. Zwłaszcza jak znasz chiński.

wtorek, 7 lipca 2009

Banter Banter proudly presents: Armour of God


W roku 1987 Jackie Chan był juz na tyle wielką gwiazdą , że mógł zrealizować swoje marzenie - nakręcić film przygodowy w stylu Poszukiwaczy Zaginionej Arki. Tą produkcją był Long xiong hu di zwany po angielsku Armour of God i nie wiadomo dlaczego w Ameryce jako Operation Condor 2: The Armour of the Gods (mimo iż Operation Condor wyszło później)

Poszukiwacz skarbów/ex-piosenkarz Jackie (w tej roli Jackie Chan - zdziwienie!) zwany Asian Hawkiem, otrzymuje propozycję nie do odrzucenia od złowrogiego kultu. Musi pomóc im w odnalezieniu części tytułowej Zbroi Boga, bo inaczej zabiją jego byłą dziewczynę. Oczywiście Jackie nie da sobie w kaszę dmuchać, pojeździ po świecie i będzie bił ludzi.

Cokolwiek, fabuła w filmach Jackiego Chana to sprawa drugorzędna. Liczy się akcja i tej mamy pod dostatkiem. Scen bijatyk nie sposób zliczyć, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zamieścił najzabawniejszej z nich. Jackie walczy z czterema Amazonkami. Widać wyobrażenie pana Chana o wojowniczym plemieniu dzikich kobiet jest trochę odmienne od klasycznego.

Cztery amazonki to czarne dziewczyny w wielkich afro, spandeksie i butach na obcasach. Koniecznie obejrzyjcie moment 2:58 w tym filmie:

Wicked!

W każdym bądź razie, jeśli chcecie dobrej rozrywki, świetnych scen walki, kilku naprawdę zabawnych żartów w wykonaniu Jackiego Chana i jego dubbingowanej (na szczęście) partii wokalnej, natychmiast biegnijcie do najbliższej wypożyczalni kaset wideło i złapcie Armour of God. Tylko upewnijcie się, że jest to wersja z hongkonskim dubbingiem bo amerykański jest słaby.

BTW: Ten film miał rating R w Ameryce mimo iż nagości i brutalności tam za wiele nie ma. To chyba jeden z niewielu filmów Jackiego z tym ratingiem (może jeszcze Policyjna Opowieść 3)

P.S. Koniecznie obejrzyjcie napiosy końcowe - ukazuja one najbardziej niebezpieczny wypadek Chana w karierze. Skok na drzewo z około 3 minuty filmu mało co nie kosztowal go życia i przerwał produkcję filmu na 6 miesięcy. Co zrobił Jackie po wyjściu ze śpiączki i wyzdrowieniu?

Wrócił i nakręcił tą scenę jeszcze raz.

wtorek, 23 czerwca 2009

Banter Banter proudly presents: Fist of Legend

Jet Li to legenda filmów wushu. Mozna zżymać się na bezczelne wykorzystanie linek i trików w filmach takich jak Pewnego razu w Chinach czy praktycznie wszystkich po 2000 roku, ale Jet kiedyś wymiatał. Kiedy dokładnie?

W 1994. Wtedy wyszedł film Jing wu ying xiong, tłumaczony zgrabnie na Fist of Legend. Co prawda mamy do czcynienia z kilkoma scenami z użyciem trików i efektów specjalnych, ale rozchodzi się o to kto kogo mocniej walnie w mordę. Historia jest mało istotna, choć jak to zwykle bywa w ówczesnej kinematografii hongkonskiej mocno nacjonalistyczna. Chińczycy są biedni i uciskani, więc ichni mistrz sztuk walki leje Japończyków bla, bla, bla. Jak bije? Zobaczcie sami:

Zwracam uwagę na 0:47 tego filmiku - Jet z pełną premedytacją bije w krocze jakiegoś skaczącego biedaka. Jeśli myślicie, że takie naiwne przesłanie juz się wytarło, to się mylicie. Spod ręki pana Li dalej wychodzą takie cuda jak Fearless (2007). Fabuła? Chińczcy są biedni i uciskani więc ichni mistrz sztuk walki leje międzynarodowe towarzystwo bla, bla, bla.

To tak jakby do dziś wydawać filmy i gry o II Wojnie Światowej. Niewyobrażalne.

To co najbardziej podobało mi się do dużo całkiem epickich pojedynków, z czego pierwszy godny uwagi to trochę komiczna walka Jeta Li z Yasuakim Kuratą, no i oczywiście specjalność wieczoru. Pojedynek naszego bohatera z Billy Chowem, który wciela się w rolę Generała "Killing Machine" Fujity.

"Killing Machine".

Jeśli chcecie zobaczyć jak Jet Li bije się z człowiekiem o pseudonimie "Killing Machine" to obejrzyjcie Fist of Legend. Dużo bicia, okrzyków i kurzu wzbijającego się z bezlitośnie kopanych ludzi.

P.S. Szukajcie oryginalnej wersji z napisami, pod żadnym pozorem zdubbingowanej. Ta ssie.

wtorek, 16 czerwca 2009

Banter Banter proudly presents: Honour of the Dragon

W każdy wtorek znajdziecie w tym dziale recenzję filmu z zamierzchłej przeszłości lub zamierzchłej teraźniejszości. Zazwyczaj będą to filmy sci-fi, fantasy, anime, animowany lub o kopaniu dupy. Tak jak dzisiaj.

Miała być miaucząca głowa lolcata w takim kółeczku, ale MGM by nas wdeptało pozwami. Tacy ważni jesteśmy.

Dzisiaj czeka nas podróż do egzotycznej Tajlandii, aby podziwiać najpotężniejszego obecnie człowieka na Ziemi, Tonego Jaa, w poruszającym melodramacie Honour of the Dragon (Tom yum goong w oryginale, Warrior King w UK i The Protector w Stanach, nie wiem jak się nazywał na Osobowicach, pewnie Swój Chłop). Główną osią tego znakomitego obrazu jest uprowadzenie stadka świętych słoni z wioski głównego bohatera, Khama, oraz jego rozpaczliwą próbę odzyskania tej czeredy. Jest to historia o zagubieniu, dorastaniu i poczuciu obcości na nieznanej ziemi. Doskonałe aktorstwo i znakomite dialogi dotkną was dogłębnie.

Poza tym Tony Jaa przecina więzadła wielkim koksom za pomocą połamanych, słonich kości przywiązanych do rąk.

Przecina. Więzadła. Koścmi. Przywiązanymi. Do. Rąk.

Ten film jest jedną z potężniejszych i mocarniejszych filmów jakie miałem okazję obejrzeć w ostatnich latach. Przebija nawet Ong Baka. Zresztą rzuccie okiem na tą scenę:

Ta scena jest nakręcona jednym ujęciem, bez cięć, linek i tricków. Tony Jaa prawdopodobnie zostanie prezydentem świata za jakieś 5 lat. Nie zgadzasz się? Bam! Kolano w głowę!

Film Honour of the Dragon to absolutny must-see dla wszystkich fanów sztuk walki.

środa, 10 czerwca 2009

Premiera!

Wielkie przenosiny reklamowane w eterze, na lądzie i na morzu, w końcu się dokonują.

Banter Banter w wersji częstszej i mocarniejszej!

Audycja oczywiście w każdą sobotę o 16.00 na stronie Radia Luz oraz na 91.6 FM we Wrocławiu, poza tym wiele nowych działów i ciekawostek. Zapiszcie sobie w zakładkach tą stronę bo zawsze będzie warto tu zajrzeć. A jesli będziemy kopiować od kogos to przynajmniej się przyznamy. Nie jesteśmy Joemonsterem ani Bashem.

Do usłyszenia i zobaczenia!

Play me off, keyboard cat!