Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lutego 2010

Telewizja ogólno dostępna: Why the hell you don't watch Archer? edition.


Archer!
Jeśli jeszcze tego nie wiecie - Arrested Development bylo najlepszym serialem jaki przydarzył się ludzkości od czasów Batmana z Adamem West. Niestety jak to zwykle w życiu bywa nic co dobre nie jest dostępne (wink wink). AD zdjęli z anteny po zaledwie 3 sezonach (i to nie całych!) a wszystkim, którzy odnajdywali komfort w oglądaniu najdziwniejszych ludzi na świecie, pozostało tylko siegnąć po twarde narkotyki.

środa, 27 stycznia 2010

Telewizja ogólno dostępna: Jay Leno Can Go Fuck Himself

Oto jak się sprawy mają:

Miejsce Dramatu:
NBC Late Night Programming

Osoby Dramatu:
Jay Leno - Host Jay Leno Show o 10:00PM - W związku ze słabymi ratingami NBC chce go przenieść na 11:15PM
Conan O'Brien - Host The Tonight Show - W związku ze słabymi ratingami Jay Leno Show jak i faktem, że sam nie miał lepszych NBC chce go przenieść na 12:15
Jimmy Fallon - Host Late Night with Jimmy Fallon - fuck him.
Carson Daly - Host Last Call - W związku z przeniesieniem Jay'a Leno na 11:15, Conana na 12:05 i Jimmyego Fallona na PIEPRZYĆ JIMMYEGO FALLONA prawdopodobnie traci swój program i wylatuje z pasma Late Night.

Wszystko zaczyna się 7 stycznia kiedy to... hulk uderzył kapitana amerykę??!!

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Telewizja ogólno dostępna: Human Target

BAZINGA!

Tęsknili? Bo ja tak! Musiałem pić cały ostatni miesiąc, żeby tylko zapomnieć o bólu rozstania (teraz natomiast chciałbym jakoś zapomnieć o bólu wątroby. Hmmm? Crack-cocaine? Ok.). Kolejnym powodem dla ostrego picia mogłoby być również to, że NIC SIĘ NIE DZIAŁO! Ja rozumiem, że są święta, że ludzie są zmuszeni do siedzenia w domu z rodziną i że w takiej sytuacji będą oglądali wszystko co leci w telewizji byle tylko nie musieć ze sobą rozmawiać, ale bez przesady. Suchość tak straszna, że nadgoniłem nawet It's Always Sunny In Philadelphia i (o zgrozo) po raz kolejny obejrzałem 5 pierwszych sezonów Drew Carey Show.
Nic więc dziwnego, że gdy tylko pojawiło się coś nowego w telewizji od razu wsiadłem w samolot i poleciałem do stanów aby obejrzeć to w odbiorniku z opłaconym abonamentem - w końcu jak inaczej udałoby mi się to zobaczyć.

Human Target ma dokładnie cztery pozytywne strony. Inspektora Eddiego (Mark Valley), Emersona Cod z Pushing Daisies (Chi McBride) oraz pedofila z Little Children (Jackie Earle Haley). Czwarta rzecz to całkiem zachęcający trailer, który widziałem w okolicach października i który najwyraźniej nie istnieje ponieważ przeszukałem YouTube i jedyne co znalazłem to zbrodnie przeciwko ludzkości w kategorii zajawek filmowych.
Skoro już jesteśmy przy tym temacie - nie będę wam streszczał fabuły pierwszego odcinka ani nawet konceptu samego serialu. Czemu? Bo jakiś geniusz w Fox postanowił skompresować to wszystko w 3 minutach i 7 sekundach:





Tak - jedyne co można dodać to to, że Emerson Cod (przyznam, że nie pamiętam jak nazywa się w Human Target) jest szefem inspektora Eddiego (i po części gra tą samą rolę co w Pushing Daisies) a pedofil z Małych Dzieci (gdyby tylko była jakaś inna rola z którą mógłbym go utożsamiać) jest super najlepszym psychopatą, który zbiera informacje (hmmm skądś to znam).
Niestety serial jako całość wydaje się dość nudny. Już sama zapowiedź, która jest kompilacją najciekawszych momentów z całych 40 minut, staje się nużąca w okolicach 2 minuty. Dostajemy dość głupią historię, jeszcze gorszy setting (Liberator 2) i zero zarysowania jakiejś głębszej fabuły. Przyjęło się, że lata 00 dały serialom kierunek. Odeszło się od stylu w którym dana seria składała się po prostu z kilkudziesięciu odcinków powiązanych ze sobą postacią głównego bohatera. Mieliśmy (i nadal mamy niestety) Lost, Carnivale, Jericho, Prison Break i wiele innych produkcji, które już w pierwszym epizodzie zaznaczały ogólną linię fabularną. Human Target jako jeden z pierwszych seriali tej dekady zdaje się wracać do niechlubnych zwyczajów A-Team, McGyver, Miami Vice, Vengance i oczywiście Renegade (FTW!).

wtorek, 15 grudnia 2009

Telewizja ogólno dostępna: Dexter Season 4


2 tygodnie temu narzekałem, że w Showtime jest za duzo piersi (no nie do końca, bo jak wiemy piersi nigdy za wiele, szczegolnie na żywo) i że nawet Dexter padł ofiarą soft porno orientacji amerykańskich stacji telewizyjnych. Nie jest to najwiekszy zarzut jaki miałem pod kątem ostatniego sezonu tego serialu (powiedzmy sobie szczerze - damskie piersi jeszcze nigdy nie były rzeczą ocenianą negatywnie - przynajmniej wśród osób związanych z BanterBanter) - prawda jest taka, że obecny sezon jakoś się w moim mniemaniu nie sprzedał - oglądałem go z dwóch powodów. Raz, że to Dexter - i mam jakiś tam sentyment po 3 sezonach, a dwa że jest to jeden z niewielu seriali (dziękujemy Ci Showtime), który leci w całości od początku do końca bez żadnych bezsensownych przerw w czasie nadawania (tak 'V', patrzę na Ciebie, bo w marcu nie będę już pamiętał dlaczego zacząłem Cię oglądać). Tak czy siak 12 odcinków jest już za nami. historia Arthura Mitchella prawdopodobnie będzie się ciągnąć dalej i stanowić pomniejszy 'story arc' sezonu piątego - SWOJĄ DROGĄ, SPOILER ALERT, NIE CZYTAJ RESZTY JEŚLI NIE OGLĄDAŁEŚ OSTATNIEGO ODCINKA - jednak to co zdecydowało, że uważam ten sezon za udany to ostatnie 5 minut.
Przede wszystkim dostajemy dość satysfakcjonującą historię o tym jak tym razem Dexter poradził sobie z seryjnym morderdcą (chociaż musze przyznać, że brakowało mi graficznego przedstawienia zabijania naszego głównego antagonisty - krew cieknąca z maski w odcinku 11 rulez!!). Można się czepiać, że scenarzyści się spieszyli i starali się jakoś upchać to w ostatni odcinek ale z drugiej strony przypomnijmy sobie śmierć seryjnego morderdy z 3 sezonu (lame as fuck). Ogólnie ostatni odcinek ma dosć szybkie tempo, dzieje się dość dużo rzeczy, Debra odkrywa kim jest rodzina naszego ulubionego mordercy, Dexter zabija Arthura, a FBI przyjeżdża do Miami prawdopodobnie pierwszy raz odkąd aresztowali Johnny'ego Depp'a w Blow (super film, na końcu zawsze płaczę jak niemowle robię 100 przysiadów). Mimo tego wszystkiego najwieksze wrażenie robią ostatnie 3 minuty.
Przyznam, że kompletnie nie spodziewałem się takiego zakończenia. Z jednej strony szkoda (serio?) - z drugiej, hmmm ciężko odpowiedzieć na to pytanie. To nie jest historia w której ktoś szuka mordercy swojej żony - a to dlatego, że ten został już zamordowany - fakty śmierci Rity dochodzi do Dexteta zaraz po zabicu Arthur'a, przez co nie ma nikogo na kim można by tradycyjnie wyładować agresje. Te kilkadziesiąt sekund od momentu w którym Dex odbiera smsa do momentu kiedy znajduje swoją żonę w wannie (brak jakichkolwiek emocji i ten chłodny, zajebiście racjonalny tekst - mistrzwskie) jest czymś niemiłosiernie zaskakującym. W normalnym serialu uczymy się czuć złość, wiemy na kogo skierować negatywne emocje. W Dexterze jest już za późno, winny otrzymał już swoją karę, a my nie możemy zrobić nic poza czekaniem na kolejny sezon lub przeczytaniem książki.

(i tak, ona ginie naprawdę)

wtorek, 1 grudnia 2009

Telewizja ogólno dostępna: 'tl:dr' edition



Californication to serial, który ma w sobie coś bardzo specyficznego. To uczucie, a może bardziej ogólne nastawienie do życia, zostało dość dobrze rozpowszechnione przez naszego ulubionego Kanadyjskiego poetę imieniem Jon Lajoie. Mówię tu oczywiście o Not Giving A Fuck, które w przypadku serialu z Duchovnym jest wykorzystywane do granic możliwości. Mimo to, oglądając trzeci sezon mam dość duży problem z odczuwaniem satysfakcji jaka towarzyszyła mi wcześniej. Coś złego stało się z Californication.

Oglądanie dorosłych ludzi uprawiających seks na prawo i lewo, palących jointy na zebraniach w szkole, prowadzących rozmowy o życiu z dużą ilością brzydkich słów ze swoją nieletnią córką itp. jest naprawdę w porządku. Raz, że pozwala na kompletne wyluzowanie się i nieprzejmowanie tym jakiż to cliffhanger zaprezentują nam scenarzyści. Dwa, że pokazuje jak prowadzić względnie normalne życie w przedziale wiekowym 30-50, bez rezygnowania z wszystkich fajnych rzeczy robionych podczas okresu 20-30 (może poza helem, nigdy nie sięgajcie po siostrę 'H'). Niestety w trzecim sezonie zostało to ograniczone tylko i wyłącznie do pieprzenia. Z uczennicą, współpracownikiem, przełożoną, striptizerką, muzykiem.

Wspomniane wcześniej Not Giving a Fuck, było cudownym lekarstwem na irytację podczas oglądania serialu. W Californication cokolwiek by się nie zdarzyło, nasz ulubiony Hank Moody po prostu szedł dalej, bez wiekszej refleksji nad prozą dnia codziennego. I to dobrze, oglądanie go w sytuacjach od kradzieży samochodu, przez imprezy w domu gwiazdy rock'a aż po pogrzeb, w tym samym niewzruszonym stanie było w porządku - nikt nie musiał się martwić o nagły wybuch dramatu, który obecnie jest chyba najbardziej popularnym tematem serialowym (House, V, Lost, Mad Men.) To ten sam rodzaj satysfakcji, jak przy oglądaniu Dextera i jego łatwości w zabijaniu kolejnych ofiar (tak, patrzę na ciebie mistrzy wszystkich fuck-up'ów w najmniej oczekiwanym momencie - Prison Break). W trzecim sezonie nasz główny bohater dalej jest niewzruszony. Tym razem jednak tylko seksem ze swoją uczennicą, współpracownikiem i przełożoną.

Ulubiona przez wszystkich para małych ludzi, którą oczywiście pokochaliśmy za dialog o seksie analnym z pierwszego sezonu. Ich dziwne życie seksualne, preferencje związane z używkami i settingiem podczas ich przyjmowania oraz ogólna groteskowość postaci były jednym z głównych elementów poprzednich sezonów. Charlie i Marcy Runkle byli czymś w rodzaju comedic relief w serialu, który nie do końca tego potrzebuje. I to było dobre. W trzecim sezonie jednak są przesunięci na siódmy plan a wszystko co tak bardzo w nich lubiliśmy zostaje usunięte i zastąpione niekończącą się wymianą zdań na temat ich kryzysu, która wpychana jest w każdy 20 sekundową scenę jaką scenarzyści łaskawie postanowili im dać. Zamiast interesującej i zabawnej relacji dwójki dorosłych ludzi, którzy zachowują się jak 16-latkowie, mamy teraz pieprzenie się z własną uczennicą, współpracownikiem, przełożoną, striptizerką i muzykiem.

Wiem dobrze, że poprzednie sezony Californication wcale nie były dziełami sztuki jeśli chodzi o fabułę, ale bez przesady - o to właśnie tu chodzi, jej lekkość, powierzchownosć i łatwosć z jaką Hank Moody sobie radzi z tym wszystkim. Mieliśmy kryzys twórczy, zgubiony maszynopis, prawdziwe love story, historię nihilistycznego muzyka, problemy z kokainą, przemysł porno - to wszystko gdzieś tam było, mieściło się w tych 26 odcinkach na które składają się poprzednie sezony. Teraz po 10 odcinkach mamy pieprzenie się z uczennicą, współpracownikiem, przełozoną, striptizerką, muzykiem i nie wiem kim jeszcze bo przestałem śledzić tę orgię jakiś czas temu.

Jak powiedział kiedyś Penn w Penn & Teller Bullshit - to jest SHOWTIME, więc muszą tu być damskie piersi. Miał zupełną rację, P&T BS! pokazuje je na okrągło, nawet Dexter zaczął umieszczać przynajmniej jedno ujęcie w odcinku - niestety w wypadku Californication damskie piersi, jakkolwiek cudowne, zastąpiły większość elementów, które sprawiały, że ten serial był czymś co oglądało się z przyjemnością.

Oczywiście będąc olbrzymim ignorantem (dalej oglądam Lost, obejrzałem Prison Break) dalej będę śledził zmagania Hanka Moodiego z kolorową rzeczywistością Los Angeles XXI wieku - tym razem jednak nie będzie to poniedziałkowy priorytet i zapewne moje spotkania z nim zostaną przeniesione na serialowo martwe dni tygodnia jak np. sobota.

BTW: Californication kończy się za 3 odcinki, ale już dawno zostało przedłużone na 4 sezon.

niedziela, 13 września 2009

Weekendowa lista Top 6: Najzabawniejsze programy nieserialowe w TV

Wspominaliśmy tydzień temu że, telewizja służy przede wszystkim jako miejsce spawnowania seriali do torrentów. No cóż, trochę nagięliśmy fakty ponieważ Amerykanie tworzą również programy które nie są nimi a również zasługują na seedowanie. Niektóre to programy publicystyczne, inne to typowe talk-showy, ale łączy je nieosiągalna dla polskiej telewizji mieszanka humoru, powagi i charyzmy prowadzących. Sprawia ona, że warto co tydzień (albo częściej) zobaczyć co się dzieje za Wielką Wodą i poniszczyć swoje gałki oczne.

Oczywiście to żart - od ekranu oczy się nie psują. Kto tak twierdzi ten cieć.


6. The Late Late Show



Prowadzący Craig Ferguson jest największą zaletą tego programu. Jego szkocki akcent i zdziwienie dla amerykańskiej rzeczywistości jest zachwycające. Jeden ze starszych programów w telewizji, ale nie zdziadział tak jak Late Night Dave Lettermana.

5. Colbert Report



Stephen Colbert zaczynał jako jeden z komików w ekipie "Daily Show", ale jego skecze były tak wybitne, że otrzymał własny program. Komentuje w nim aktualności polityczne, z punktu widzenia konserwy republikańskiej, doprowadzając ich zacietrzewienie do górnych granic. Jest w tym tak przekonujący, że część Amerykanów jest przekonana, że to wszystko jest na serio.

Ale z drugiej strony część Amerykanów sądzi że Słońce krąży wokół Ziemi. Co często wytyka...


4. Real Time with Bill Maher



Bill Maher nie ukrywa swoich zapatrywań na współczesny świat. Krytykuje rządzących i opozycję. Śmieje się z ignorancji szerzącej się w Ameryce. Kpi z religii (polecam jego film "Religulous"). No i klnie, bo puszczają go późno w nocy na HBO.

W programie zawsze są goście i panel dyskusyjny. Czasami są świetni i ciekawe tematy jak dyskusja z Bradem Pittem o jointach, które kiedyś kręcił, czasami nudnawe. Ale zawsze warto zobaczyć początkowy monolog oraz New Rules pokazywane na koniec programu. Jeszcze jeden klip bo nie mogłem się powstrzymać.



3. The Tonight Show with Conan O'Brien



Jeśli nie znacie Conana i jego absurdalnej fryzury, tracicie bardzo wiele. Był świetny w "Late Niht with Conan O'Brien", a po przeprowadzce do LA i zajęciu miejsca Jaya Leno dopiero się rozkręca. Ciekawi goście, genialne skecze, no i ta fryzura.


2. Daily Show



Powyżej Jon Stewart niszczy na powyższym klipie ownuje ekipę z "Crossfire". Poza tym jego program jest 20 minutami potężnej publicystycznej dawki humoru. Sam Jon Stewart został wybrany najbardziej wiarygodnym prezenterem w Ameryce. Przypominam że jest komikiem. W nowych odcinkach nie potrzeba nawet by cokolwiek mówił po pokazaniu swoich klipów. Starczy jego zdziwiona twarz.
Zdecydowanie najazabwniejszy program quasi-publicystyczny w telewizji. Co mogło go więc pobić?


1. Penn and Teller's Bullshit



Wyświetlany na Showtime program ma klauzulę, w której nie może nazwać opisywanych przez zachowań jako oszustwa albo kłamstwa. Prowadzący, komicy i iluzjoniści Penn Gillette i Teller, mogą za to nazywać je gównem prawdą i jest to najlżejsze przekleństwo jakie pada w tym programie.

Świetnie napisany, ciekawe tematy, zabawni goście i paradokumentalny format sprawia, że każdy odcinek to mocny trening mięśni brzucha oraz zastrzyk wiedzy. I przekleństw.

P.S. Obejrzyjcie koniecznie odcinek 3 siódmego sezonu o grach komputerowych.

niedziela, 21 czerwca 2009

Weekendowa Lista Top 6: Cudowne momenty w japońskich programach telewizyjnych.

Japończycy mają najlepszą telewizję na świecie. Gdyby Telewizja Polska miała jedną dziesiątą ich wyobraźni to płaciłbym abonament. Nie wierzycie? Spójrzcie na tą listę 6 cudownych urywków z japońskiej telewizji.

6. Sauna zamienia się w sanki.

Kto na to wpadł? Chciałbym uścisnąć jego dłoń.

5. Ringu experience.

Złoooo!

4. Takeshi Castle - nominacja zbiorowa

Wszyscy kochają ten program. W Polsce był do obejrzenia tylko na DSF i przyznam że to moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. To i deportacja. Stworzono juz kilka zagranicznych wersji TC - amerykańska jest bardzo średnia, polecam za to brazylijską.

3. Human Tetris (Hole In The Wall) - znowu nominacja zbiorowa.

Heh, ten program jest jak heroina - nie nudzi się. Mamy także naszą rodzimą wersję tego formatu i, o dziwo, nie ssie na całej linii. Tylko trochę.

2. Lekcja angielskiego.

Nie przebijesz kolesi z Gaki No Tsukai. Ten fragmencik to wycinek godzinnego programu, w którym nieszczęśnicy byli bici przez 9 godzin za każdy wybuch śmiechu. Ale o batsu game zaraz.

1. Ciastkowe Piekło.

part 1

part 2

part 3

Komicy z programu Gaki No Tsukai często wymyślają dla siebie batsu games - gry w kary.

I to co widzicie powyżej to najhardsza kara jaką widziałem. W pewnym momencie przestajesz się śmiać a zaczynasz współczuć. Mocne!

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Nie masz co robić na wakacjach? Już masz.


Wczoraj miała miejsce premiera drugiego sezonu serialu True Blood, świetnego serialu o wampirach. Zanim uciekniecie od niego z krzykiem "Twilight! Run for your lives!" pozwólcie mi wspomnieć, że nie są to współczesne, skrzące się w blasku słońca wampiry, ale hardkorowi wysysacze krwi i ogólnie rzeźniki.

Naprawdę nie wiem czego w tym serialu nie ma do lubienia. Są chwile grozy i komedii, zagadki kryminalne i zawiłe losy, golizna i brutalność, bohaterowie z krwi i kości, dający się polubić. Za całość odpowiada Alan Ball, co może być znakiem jakości. Jego dotychczasowe produkcje to American Beauty (książka) oraz Six Feet Under (serial).

W Polsce serial wyświetla telewizja HBO a w internecie telewizja ogólnie dostępna.

Tu macie trailer II sezonu:

P.S. Nic wam pewnie nie powiedział. Dlatego właśnie polecam obejrzenie sezonu 1 jako idealną rozrywkę na lato. Zamiast ruchu na świeżym powietrzu, który jak wiadomo powszechnie szkodzi.