czwartek, 20 sierpnia 2009

Indie Game Of The Week - When Pigs Fly



Ostateczny dowód na ewolucję, pięść w twarz wszystkich kreacjonistów i bogobojnych użytkowników instytucji zwanej kościołem - świnia ze skrzydłami. Z takim pomysłem nie można nie trafić. No może z małym wyjątkiem, niewielkim detalem, drobnostką - skrzydła są do bani i rozpadają się za każdym razem kiedy czegoś dotkną. Cóż za szaleniec mógł wymyślić coś tak przerażającego? Przyznam, że nie wiem. Można sprawdzić na newground, ale czy to ważne? Nie. Co jest ważne to to, że gra jest całkiem wciągająca, historia bardzo życiowa (kto nie wpadł nigdy do dziury?) a muzyka hipnotyzuje. Niestety nie istnieje ani pauza ani system kodów także za każdym razem kiedy zaczynamy grę musimy przechodzić wszystkie levele od początku. A jest ich dużo i są frustrujące. Bardzo frustrujące. Conajmniej jak brak kanapki z PB&J. Tak patrzę na ciebie ty niedotrzymujący słowa buraku.

When Pigs Fly



/mod

wtorek, 18 sierpnia 2009

Banter Banter proudly presents: Bloodsport


Hell Yeah! Film z 1988 roku, który tak naprawdę awansował Jeana-Claude'a Van Damme'a do Hollywood. Dowód?

Jego poprzednie występy to rola w "Karate Tiger" i epizod w "Monaco Forever" jako gej-karateka. Nie sądze żeby były to produkcje, które trzymacie na swoich półkach. Za to "Krwawy Sport" to naprawdę film, który zyskuje wraz z czasem. JCVD był w szczycie swojej formy sportowej, zresztą przykładowa walka:

Może nie jest najlepsza, ale nie chcę sprzedawać wam soczystszych kawałków. I tak, nie mylicie się - ten czarnoskóry pan to Forest Whitaker, pierwowzór Afro Samuraia. I nie mylicie się po raz drugi - ten stoicki pan w opasce to Bolo Yeung.

A tak wygląda Bolo jak się wkurzy:

Holy Shit!

Dla samego Bolo Yeunga warto obejrzeć ten film, choć prócz okrzyków wypowiada w tym filmie tylko dwa zdania. Jakie? Zobaczcie sami.

Jeszcze trochę o panu powyżej. Ciężko uwierzyć ale zagrał w ponad setce filmów, w większości wcielając się w szwarccharakterów, raz wcielając się w samego siebie. Poza tym uczył się u Bruce'a Lee, był mistrzem Chin w podnoszeniu ciężarów, mistrzem kulturystki, ochroniarzem w klubie oraz przepłynął do Hong Kongu wpław! no dobra jedno z tych nie jest prawdą.

Nie był ochroniarzem w klubie.

Zobaczcie koniecznie.

P.S. Jeśli myślicie, żę Jean "Muscles from Bruxelles" Van Damme słabo zagrał w tym filmie, spójrzcie pokrótce na czwartą część "Krwawego Sportu" czyli "Mroczne Kumite". Wstrząsające przeżycie.

P.S. Ja oglądałem powyższy po niemiecku. High five anyone?

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Kim jest Felicia Day? I dlaczego ją kochamy?

Jeśli oglądaliście chociaż jeden odcinek "The Guild" pytania są niezasadne. Jeśli nie to:


Jest to piosenka nagrana w przerwie między sezonem drugim a trzecim serialu o grupie uzależnionych od gry MMO wyrzutków. Poświęćcie chwilę czasu obejrzyjcie całość pod tym adresem. Jak kiedys powiedział emode - pierwszy sezon trochę powoli się rozkręca, ale jeśli byliście kiedyś uzależnieni od WoWa lub jego kuzynów to odnajdziecie się doskonale.

To nie jedyny projekt w którym mogliśmy ujrzeć pannę Day. Joss Whedon (ten od "Buffy", "Firefly' i "House of Dolls") zebrał świetną ekipę w której znaleźli się Neil Patrick Harris, Nathan Fillon, Simon Helberg (Howard Wolowitz z "Big Bang Theory") oraz właśnie naszą bohaterkę i opowiedział krótką historię o Doktorze Horrible.

W formie superbohaterskiego musicalu. Oto część pierwsza:

Kolejne są dostępne po kliknięciu na ekran i w powiązanych. Jest ich sześć. Więc zajęły by dużo miejsca. Ok, dobra. Oto pozostałe:

II

III

IV

V

VI

Uff! Kawał ciężkiej roboty. Bardzo porządny mini-serial.

Poza tym występuje także w roli sprośnej wróżki w serialu "The Legend of Neil", parodii przygód Linka. Pierwszy odcinek w którym wystąpiła:

Legend of Neil, Episode 3


Nawet śmieszny serial.

Także oddajemy cześć Felicii Day - wznoszącej się gwieździe internetowych produkcji, życzymy wielu sukcesów i roli w kolejnym filmie "Star Trek". I żeby nie zmieniała koloru włosów.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Weekendowa Lista Top 6: Problemy Geeków w Polsce

Polska nie jest zapóźnionym krajem. Prócz Osobowic oraz (na szczęście zlikwidowanego) sklepu na ulicy Ruskiej. Ale jedną rzeczą jest ogólny poziom rozwoju cywilizacyjnego a komfort życia dla geeków. W Japonii nikt nawet nie śmiałby dyskryminować tej grupy w Ameryce interesowanie się nerdy stuffem jest bardzo modne. Europa Zachodnia oczywiście z chęcią te wzorce kopiuje.

A Polska?

Właśnie - oto krótka lista problemów z którymi spotykam się w tym main queście, przez laików znanym jako życie. Jesli spotkaliście z czymś jeszcze - nie bójcie się walnąć w sekcji komentarzy.

Geek Pride Everyone!


6. Helpdesk

To, że grasz w gry komputerowe oznacza, że znasz się na komputerach? Według większości - tak. No cóż pora na szybki update. Korzystanie z komputera, a nawet programowanie nie wiąże automatycznie się z opanowaniem jego budowy oraz zdolności naprawienia go. Czasami tak, i szanse na to są duże, ale czy jeśli mój znajomy jest rolnikiem to proszę go żęby mi dawał jedzenie za darmo? Albo mój kolega który interesuje się militariami jest pierwszą osobą, którą poprosiłbym o zamordowanie wskazanego celu?

Właściwie to tak. Ale to materiał na inną opowieść.

Powyższa koszulka (dostępna na Think Geek) może uzmysłowić to przechodniom. Jeśli nie pomoże - pozostaje kupienie gadającego kruka i nauczenie go tej frazy.


5. Dziecko

Nie, nie chodzi mi o prawdziwe dzieci. Albo szansę spłodzenia takowego, która, bądźmy szczerzy, jest dość nikła. Chodzi o utożsamienie naszych zainteresowań z dziecięcymi.


"Komiksy są dla dzieci", "Seriale animowane są dla dzieci", "Gry są dla dzieci". Wiecie co jeszcze jest dla dzieci? Spodnie. A nikt nie nazywa noszących spodnie dziecinnymi. Wszystkie rzeczy które wyżej wymieniłem wychodzą także w wersjach dla dorosłych. Daj dziecku "Watccmenów" i zobaczymy co z tego zrozumie.

Ha!

Najgorszą sławą obecnie cieszą się zapewne gry. Słychać oburzonych rodziców, którzy narzekają, że jakaś gra jest brutalna, albo wyzywająca. Czy ona jest dla dzieci? Nie. Czy owi oburzeni rodzice kupują swoim pociechom gorzałę? Nie sądzę.

No chyba że kupują, wtedy mogę im przybić piątkę.


4. Ameryka

Przed chwilą pisałem, że to wymarzona kraina dla geeków, a teraz na nią rantuję? Tak, ale że szlachetnych powodów. Patriotycznych!

Tja. Tak naprawdę jesteśmy skazani na Amerykę. Powoli budujemy swoją markę na przykład na polu gier komputerowych (co prawda najpopularniejszą będzie prawdopodobnie historia westernowa ale cóż...) oraz fantastyki. Ale reszta leży i kwiczy. Niemcy potrafią nakręcić film o Nibelungach, Francja ma bardzo silny rynek komiksowy. A u nas?

Gumowe potwory w "Wiedźminie".

Może trochę narzekam, ale jeszcze przez długi czas skazani będziemy na przeżywanie wspomnień amerykańskich geeków.


3. Metal

To jest moje bardzo personalne przekonanie, niektórych może zranić. Jesli tak się stanie, to obetrzyj łzy bo ci się makijaż zniszczy.

Wśród polskich geeków muzyka metalowa jest numerem jeden. Koszulki z rysunkami wilków, umięśnionych barbarzyńcow, potworów i czego tam jeszcze oraz nazwami zespołów, których odczytanie graniczy z cudem opinają wątłe klaty polskich nerdów. Zagranie w gry figurkowe lub tekstówki oznacza otrzymanie darmowego zestawu nagrań metalowych.

Damn, ja też słuchałem kiedys metalu!

Problem nie tkwi w muzyce, jest ona spoko. Problem tkwi w braku różnorodności. Zamknięciu się na odmienność. Odpychanie innych sądów. Oraz zamiłowaniu do brutalnego porno.

Serio, chłopaki, o co chodzi?

Trzeba zdjąć klosz z głowy, otworzyć się na inne. Śmiało podążać tam, gdzie nikt nie podąża. To nie ja to mówię, ale Gwiezdna flota tego wymaga!


2. Sklepy


A raczej ich brak. Skazani jesteśmy na import, kombinatorykę i ogólnie metody rodem z PRL. Oczywiście znam prawo podaży i popytu. Póki co siła nabywcza polskich geeków jest nikła, tak są realia.

Co nie oznacza, zę się z nimi zgadzam.

Sklepów z grami, komiksami, koszulkami, figurynkami, filmami i wszystkim co nas interesuje po prostu nie ma. Nie ma!

Khaaaaaaaaan! Import ze Stanów to prawdziwym problem. Gdy dolar stał po 2,50 to jeszcze można było łyknąć. Teraz trochę boli.


1. Liczebność

Policzcie ilu znacie ludzi, z którymi moglibyście naprawdę porozmawiać o swoim hobbym.

Raczej palców u rąk wam starczy.


sobota, 15 sierpnia 2009

Crazy Nerdcore Friday vol. 2

Nie, nie będą to Beefy i Doctor Popular, bo są całkiem nieźli (jak na nerdcore, ofcoz). Będzie to znany i lubiany YTCracker, który - uwaga - ma nawet laski na scenie. Ktoś powie - ej, chłopak jest niezły, ma fajną muzyczkę, tekst też dobry (bo kto nie lubi NES?). Ja powiem: oh, oh, oh, reaaaly?:

Rzeczywiście, ośmiobitowa przyjemność w tle może odwieść nas od sedna sprawy. Sedno tkwi w stwierdzeniu: YTCracker ssie. "I don't break bricks on a Mario/But still oldschool like Atari yo" - wtf? A młodzieniec, który zrobił klip do tego kawałka i dodatkowo (how lame is that?) sam w nim
występuje, ruszając ustami? Spójrzmy na image naszego małego bohatera. Jasne, czepianie się, ale jeżeli kreujemy się na pimpa z padem do Nintendo (okolice 1:16), to coś jest nie tak. Można ładnie i zabawnie wykorzystać konwencję napuszonego, ulicznego rapu do zabawnego, ironicznego nerdcoru (jak ci goście), ale fan YTCrackera jest... eee... Nieśmieszny? No i jak można pokazywać się na tle menu głównego Mega Mana? Dla mnie to osobista zniewaga. Sam YTCracker to spora gwiazda, grywa koncerty, ma grono fanów.

Co nie zmienia faktu, że ssie.


czwartek, 13 sierpnia 2009

Łebski Komiks: Hijinks Ensue

Banter Banter to blog o kulturze geeków. Komiksy, gry, filmy, książki i zabawki z pogranicza fantasy, science-fiction i niskiej atrakcyjności dla płci przeciwnej to nasz chleb powszedni. Podobnie przez życie brnie Joel Watson, twórca Hijinks Ensue.

Wraz ze swoimi kolegami Elim i Joshem cierpią te same katusze co my wszyscy. Wiedzą co znaczy ból, gdy wasz ulubiony serial spada z anteny, albo gdy serwer pada bo jakieś durne dzieciaki drą się do mikrofonów. Joel zawsze trzyma rękę na pulsie więc najnowsze wydarzenia z naszego świata są mu nieobce. Minus? Komiks jest w całości oparty na aktualnościach, które dość szybko przemijają.

Jak całe życie. Chlip!

Tu macie link do samego komiksu (nie robię wyjątków bo humor, jak wspomniałem, dość szybko się starzeje, ale jeslijestećie uparci - archiwum, wyszedł mi dłuższy tekst w nawiasie niż poza nim, ale to nic niezwykłego, taki sceniczny szept).

I tak powyższa koszulka jest autorstwa pana Watsona, zresztą jak i inne.

Indie Game Of The Week - Super Xtreme 5 Minute Shooter


Niewiele jest słów, które mogą opisać szaleństwo jakie dzieje sie na ekranie podczas 5 minut grania w tego cudownie napakowanego retro SHMUP'a. A wszystko to wina zasad jakimi rządzi się SX5MinS - rozgrywka trwa tylko 5 minut, o czym informuje wielki zegar w prawym dolnym rogu ekranu, kiedy dojdzie do końca - wygrałeś, brawo, możesz chwalić się swoim znajomym (gdybyś ich posiadał). Brzmi łatwo, ale jak już wspomnialem wcześniej na ekranie nie ma milimetra wolnej od wrogów lub ich pocisków przestrzeni. Co za tym idzie przezycie nawet dwóch minut staje się nie lada wyczynem. Ja za pierwszym razem dałem radę dotrwać do 3:30 co sprawia iż jest to mój najlepszy czas w całym moim życiu (wliczając seks) - i właśnie dlatego SX5minS jest Indie Game Of The Week.

Super Xtreme 5 Minute Shooter


/mod