Jak zapewne zauważyliście, nie mieliśmy filmowych wpisów poniedziałkowych i wtorkowych. Ponieważ jesteśmy jednak serwisem rozrywkowym, a humory raczej w tym tygodniu nie dopisują, więc spotkamy się dopiero w przyszły poniedziałek.
Z tego samego powodu w piątek nie usłyszymy audycji, ale nie martwcie się juz w przyszłym tygodniu wrócimy i opowiemy jak było.
Niedużo jest kobiet w webkomiksach. Może to kwestia niechęci do wysłuchiwania trolli, bycia podrywanym przez rzeczonych trolli lub stalkowanym przez rzeczonym trolli. Ogólnie chodzi o trolli.
Z najbardziej utalentowanych na pewno trzeba wymienić Kate Beacon z "Hark! A Vagrant" oraz Natalie Dee. Poza nimi jeszcze kilka nazwisk przychodzi na myśl. Jednak największy sukces odniosła zdecydowanie Erika Moen z "DAR: A Super Girly Top Secret Comic Diary".
Uwaga jej komiksy są czasami bardzo NSFW. Ogólnie nie będę linkował poszczególnych historyjek oprócz końcowej, sumarycznej. Z radością odsyłam do archiwów, jesli nie przeczytacie cłości to dajcie przynajmniej szansę tym wyróznionym w poszczegolnych latach. Zazwyczaj biograficzne webkomiks to lekka popelina, ale zycie pani Eriki jest na tyle ciekawe i obfitujace w zwroty, że mozna je czytać jak dowcipną prawdziwą telenowelę.
Spartacus: Blood and Sand zapowiadał się na naprawdę interesującą serię. Jestem fanem Rzymu i antycznej historii, dobrano naprawdę dobrą ekipę scenarzystów oraz interesujący fragment historii Republiki. Poza tym w serial zaangażowali się znani aktorzy jak John Hannah (ten drugi z lewej, na pewno go znacie) i Lucy Lawless (Yeaaaah!). Co mogło pójść źle? Prawda?
Ten serial jest totalnie kretyński. Nie jest to stwierdzenie po obejrzeniu wszystkich dotychczasowych odcinków, nasunęło mi się to na myśl w pierwszym odcinku, dokładniej po obejrzeniu pierwszych trzech scen. Nastapiło tam (w kolejności):
1. Scena: JAKIŚ KOLEŚ TOTALNIE JEST CIĘTY NA ARENIE!
2. Scena: Pierwsze słowa jakie padają to odmiana słowa "fuck".
3. Scena: Scena erotyczna (jak później się przekonałem, dość łagodna jak na standardy Spartacusa)
Z tego składa się cały serial, przetykany napuszonym aktorstwem i dziwacznymi akcentami (niektórzy mówią z angielskim, niektórzy z australijskim a niektórzy nie wiadomo z jakim) oraz nudnawe intrygi ludzi których losy nie mogłyby nas obchodzić mniej. By oddać Spartacusowi rację trailer nie zapowiadał niczego innego.
Ale głupota tego projektu poraża. Żeby nie spojlować to opowiem tylko idiotyzmy z pierwszego odcinka. Wiecie dlaczego Spratacus i jego żonka trafili w niewolę? Ponieważ po powrocie w rodzinne strony i uratowaniu jej z rąk jakichś zadymiarzy, którzy zniszczyli ich wioskę, zrobili oni najlogiczniejszą rzecz na Ziemi. Czyli musieli uprawiać seks przez całą noc PÓŁ KILOMETRA OD ZNISZCZONEJ WIOSKI. A dlaczego zostali złapani? Bo jakiś centurion miał im za złe, choć tak naprawdę w ogóle im nie zaszkodził. Nie martwcie się nie pojawia się przez następne odcinki an dłuzej niż kilka sekund. Główny adwersarz.
Później jest gorzej. Przypominam, że jest to historia Spartacusa, człowieka, który zagroził spójności Rzymu przez swoją rebelię. Czekałem tylko na moment w którym zacznie kopać tyłki i ogólnie siać rozpierduchę, choć wiedziałem że musi to nastąpic po jakims Wielkim Przełomie. Był jeden. Nic. Drugi. Nic. Trzeci. Na razie nic, może trochę bardzo nasz aktor brwi zmarszczył.
No i na koniec część wizualna. O niepotrzebnej brutalności i nagości juz mówiłem, ale zatrzymam się na sekundę jeszcze na niej. Oddając sprawiedliwość jest ona równa dla obu płci, mamy full frontal nudity damskie i (ze sporą przewagą) męskie. Tylu kaloryferów i brudnych klat nie ma chyba we wszystkich blokach Wrocławia. Jeśli chodzi o brutalnośc, mamy jej dwa rodzaje. Zwykły gore porn, czyli dekapitacje, zbliżenia rozbitych na miazgę twarzy (tak), kastracje (tak!) czy scena odcinania twarzy (TAK!). Obrzydliwe i bez sensu. Mamy także brutalność stadionową, czyli walki gladiatorów.
A ta jest tak kreskówkową zrzynką fatalnego filmu "300", że w głowie się nie mieści.
"Spartacus: Blood and Sand" - golizna, wulgaryzma i brutalizma!
Oczywiście mówimy o nowym albumie naszej ukochanej piosenkarki country, Taylor Swift. Nastrojowe połączenie gitarowych ballad, pięknego głosu i wysokich kopniaków.
Oczywiście chodzi o film z Jetem Li z 2006, a nie jakiś buraczany crap.
Pan Li, czesto goszczący na naszych łamach, to gorący chiński patriota. Dlatego też jego filmy często mają antyzachodni (jak ten) lub antyjapoński (jak Hitman) wydźwięk. Mi to kompletnie nie przeszkadza, równie dobrze mogły by mięc antypolski akcent, ważne aby kopniaki były syte i celne. W dzisiejszym filmie tak dzieje się często, choć trzeba przyznać że często gęsto za pomocą sznurków.
Jeśli chodzi o fabułę mamy kolejne zobrazowanie ponurych lat dla chińskiej suwerenności i samotnego mistrza sztuk walki walczącego o honor Państwa Środka. O dziwo tym razem Jet Li jest z początku zwykłym zabijaką, który docenia przede wszystkim obite facjaty przeciwników, a Ojczyznę w potrzebie stawia na dalszym miejscu. Dopiero za namową przyjaciela trzaska po twarzy niemilców w imię Cesarstwa.
I są to jedne z lepiej zaaranżowanych walk wushu ostatnich lat. Oczywiście można je przyrównywac do baletu wuxia rodem z "Domu Latających Sztyletów" i wyjdzie to na niekorzyść naszego dzisiejszego tematu, lecz trzymając się bardziej realistycznego potraktowania praw fizyki, "Fearless" jest na czele. Sprawdźcie sobie krótką scenkę w której Jet walczy na miecze w karczmie.
Świetne tempo i egzekucja. A w tym filmie jest naprawdę wiele równie imponujących scen, więc polecam go z całego (czarnego jak Wrota Mordoru) serca.
Oi! Dzisiaj mamy wyjątkowo duzo filmików, więc zapnijcie pasy i ruszamy.
Najpierw dokument telewizyjny z roku 3000 o fenomenie jakim był zespół The Beatles. Sama prawda!
Nie mogę się doczekać co powiedzą o nas za 990 lat. Może dodadzą nam po 20 centymetrów zrostu albo jeszcze lepiej słodkie jetpacki!
Kolejne prawdziwe w 100 procentach video to trailer nowej części Harrego Pottera.
Trochę go rozumiem, ale tylko trochę. BTW: całkiem zręczna robota w editingu.
Ale nie tak imponująca jak zebranie samej śmietanki najbardziej one-linerowego człowieka na Ziemi.
10 min z Arhnoldem to dobrze spędzone 10 minut. Ale robimy się zbyt poważni.
Dlatego teraz nagranie Pandy w walce z Mokujinem. I to nie jest fragment Tekkena.
Oh, how cute! Prawie jak dziecięcy chór spiewający Still Alive z gry Portal.
Oooooh how fucking cute!
Na sam koniec kolejne nagranie z College Humor, strona która przeszła długą drogę od pokazywania głupawych zdjęć i bijących się pijanych dziewcząt. Ich nagrania są bardzo profesjonalne i przyznam, że piosenkę "Empire State of Mind" chętnie posłuchał bym jako normalną mp3.
Ani słowa o Świętach! Nie istnieją one w naszym języku. Jezus był Velociraptorem/Zombie (niepotrzebne skreślić), więc jego urodziny nas nie obchodzą.
Dzisiaj wracamy do tematyki postaci z seriali, które kochamy. Poprzednio mówiliśmy o łajdakach i douchebagach, dzisiaj pomówimy o ludziach, delikatnie rzecz ujmując, głupich jak buty. Ale i tak ich lubimy.
6. Joey Tribbiani (Friends)
Nie jestem gigantycznym fanem "Friendsów", wiem że wielu jest i muszę przyznać, że postać grana przez Matta Le Blanca jest świetnie skonstruowana. Obżartuch, ignorant i człowiek całkowicie oporny na wiedzę.
Postać cieszyła się na tyle dużą popularnością, że stworzono spin-off pod tytułem, o dziwo, "Joey". Raczej go nie oglądajcie. Chyba że musicie. Wtedy też nie.
5. Tracy Jordan (30 Rock)
Na samym początku myślałem, że Tracy Jordan to Tracy Morgan. A tu zaskoczenie! To dwie inne osoby. Choć niesamowicie podobne.
Pierwsze odcinki "30 Rock" były trochę irytujące, ale później opóźniona gwiazda TJa zaczęła świecić pełnym blaskiem. Rany, jaki on jest naiwny. Jack Donaghy nabrał go raz, że leci na Księżyc. Innym razem ścigali go "Czarni Krzyżowcy". Ale to akurat prawdziwe zagrożenie.
4. Charlie Day (It's Always Sunny in Philadelphia)
"U Nas W Filadelfii" (doskonały tytuł, kolejne zwycięstwo polskich tłumaczy) prezentuje galerię bardzo odrażających postaci, jednak Charlie wyróżnia się wyjątkowym opóźnieniem społecznym. Nie umie czytać, żyje w norze, bywa stalkerem i okropnym typem.
Z drugiej strony...
Hm...
Chyba nie ma drugiej strony.
3. Homer Simpson (The Simpsons)
Protoplasta wszystkich serialowych kretynów, łysawy pracownik elekrowni atomowej w Springfield, ojciec rodziny, pijak i kłamca. Przez 21 lat swojego wyświetlania serial przeszedł ewolucję z karykatury wizerunku amerykańskiej rodziny w "co w tym tygodniu zepsuje Homer".
Mały tip dla Matt Groeninga - wszyscy i tak ogladają Futuramę.
2. Peter Griffin
Nowy król domowego kretynizmu. Rozmiar jego głupoty jest nie do ogarnięcia. "Family Guy" także przerodził się w "Peter Griffin vs The World", ale mamy tu znacznie więcej pomysłów. No i przede wszystkim Bird is The Word!
Ale kto mógł znaleźć się na pierwszym miejscu? Kto zdeklasował mistrza z Quahog, Spooner St.?
1. Ricky (Trailer Park Boys)
"Chłopaki z Baraków" to dla mnie kultowy serial. Ricky, Bubbles i Julian stali mi się bliscy jak bracia, których straciłem w Wietnamie. Jeśli sądzicie że prawdziwe żule mieszkaja na Osobwicach - obejrzyjcie kilka odcinków "TPB".
Ricky nie umie:
- Pisać
- Czytać
- Wypowiadać się bez przeklinania
- Spędzić roku bez odsiadki w pierdlu
Najlepszy moment? Ricky żył do trzydziestki w przekonaniu, że Bóg i Święty Mikołaj to ta sama osoba. Chociaż tak naprawdę jest.
Nie będę kłamał. Dzisiejszy komiks to historia przygnębiająca do bólu. Mozna go nawet nazwać "EmoManat i walka z łodzią". Jeśli to miałoby jakis sens.
Herman jest krową morską czyli manatem i cierpi na typowe dla wodnych ssaków przypadłości, jak łodzie. Naprawdę biją go bardzo często. Czasami ma jednak inne emoprzygody. Ogólnie Herman jest przygnębiającym kretynem, przypominającym trohę Smutnego Żółwia z Buttersafe.
Na szczęście wychodzi tylko raz w tygodniu więc okrucieństwo wobec bezbronnym manatów można dawkować.
Z potrzeby człowieka do ciągłego zdobywania niepotrzebnych informacji powstał Banter Banter. Znajdziesz tu wszystkie nieistotne i nieprzydatne wieści takie jak gdzie są zdjęcia Megan Fox, kto aktualnie jest failem tygodnia, czemu słowo Pr0n nie prowadzi do dupeczek itp. Dodatkowo trochę wieści z nieistniejącego w polsce gatunku jakim jest komiks oraz dobry film (przez dobry mam na myśli umięśnionych bad-ass'ów a przez film napieprzanie). Wszystko to plus cała masa fekalnych żartów.
Teraz też w eterze! I innych barbituranach! Każdy piątek o 17.00 na 91.6 FM we Wrocławiu oraz na stronie Radia Luz. Zapraszają Paweł Klimczak i Bartosz Zalewski.