Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strzelaniny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strzelaniny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 maja 2010

Łebski Komiks: Guns of Shadow Valley


Dzisiaj w ramach przeglądu eisnerowskich nominacji kolejna podróż w czasie. Ponownie udamy się do Stanów Zjednoczonych, tym razem jednak (zgodnie z powyższym teaserem) będą to czasy Dzikiego Zachodu.

komiks jest tworzony przez Davida Wachtera (scenariusz, rysunki) Jamesa Andrewa Clarka (scenariusz) oraz Thomasa Mauera (litery). Zacznę nietypowo, bo od strony wizualnej. Chłopaki mają fach w rękach i nie można temu zaprzeczyć. Współpracowali wcześniej przy Scar Tissue, i tym razem nie dają plamy. Kolory są świetne, postaci łatwo rozróżnialne (co na Dzikim Zachodzie nie jest łatwe) a kąty z których narysowane są niektóre splashe zaskakują. Świetne zastosowanie paneli, sprawi, że komiks ten wydany na papierze będzie prawdziwym arcydziełem.

Co jednak najbardziej zachwyciło mnie w "Guns of Shadow Valley" to zakręcone realia. Można znaleźć inspiracje "Jonah Hex", ale dodanie motywów wprost z X-Menów dla mnie stanowi o mocy tego komiksu. Supermoce na Dzikim Zachodzie i umiejętna zabawa kliszami zachęcają do dalszego przypatrywaniu się tej serii.

Tu pojawia się jedyny kłopot - fabuła rozwija się dość powoli i w takim tempie większe zawiązanie historii zapowiada się dopiero na 2012. Do tego czasu jednak mam nadzieję ekipa odpowiedzialna dostanie przynajmniej ze trzy Eisnery, bo naprawdę na nie zasługują.

Koniecznie obejrzyjcie!

wtorek, 23 marca 2010

Banter Banter proudly presents: Open Range

Wait, what? Western?

Tak, ale to dośc współczesny film. Powstał w roku 2003 i ma dośc imponującą obsadę. Robert Duval, Kevin Costner, Annette Bening i w roli złoczyńcy Michael Gambon (zagraniczny akcent = zły w amerykanskich filmach). Aktorstwo jest naprawdę solidne, świetne kostiumy i scenografia. Fabuła jest dość sztampowa, ale trzyma się kupy i nie drażni.

Co się tak naprawdę liczy to doskonała finałowa strzelanina. Realistyczna, ale widowiskowa, sceny brutalne i pełne akcji przeplatają się z chwilami napięcia i wyczekiwania. Wcześniej także mamy dość solidne strzelania, ale myslę że końcowa orgia ołowiu jest najważniejsza.

Jak widać można zrobić w naszych czasach efektowny western. Wystarczy tylko pobrać kilka lekcji u Johna Woo.

I na sam koniec wisienka na torcie - cała końcowa sekwencja. Obejrzyjcie fragment i mam nadzieję że zachęci was to do obejrzenia reszty.

wtorek, 8 grudnia 2009

Banter Banter proudly presents: Taken

Ten miły pan powyżej to Liam Neeson. Grał Quin-Gon Jina, niedługo zobaczymy go jako Hannibala Smitha w "Drużynie A" (TAK!) oraz w roli Zeusa w "Clash of The Titans". Zazwyczaj kojarzymy go z rolami odpowiedzialnych i rozważnych tatusiów, jak chociażby w "Love, Actually". Co się stanie gdy takiemu człowiekowi odbierze się to co kocha, a zupełnym przypadkiem jest on tajnym agentem.

Staje się "Taken". I dużo ludzi dostaje w czapę. Zresztą zobaczcie trailer.

Fabuła nie trzyma się kupy. Porwania młodych Amerykanek w Paryżu? Nie chcę wyjść na okrutnika, ale nie jest to główny kierunek handlu żywym towarem. Ja bym spojrzał raczej na Wschód, ale widać porywacze nie należą do rozgarniętych. Za co spotyka ich kara.

Rozróba jaką Liam Neeson dokonuje w tym filmie jest niesamowita. Każdy, kto staje na jego drodze może już pisać testament. Bach! Strzał w komputer! Trzask! Kolano w twarz! Dziab! Nóż w gardło! Nawet jego były kolega, sprzedajny policjant nie możę liczyc na taryfę ulgową. Nie zabija go, ale potrafi zmusić do gadania.

Największą jednak zaletą filmu jest właśnie dysonans między badasserstwem głównego bohatera i jego spokojną, zrównoważoną ekspresją. Nie znam sie na mentalności agentów służb specjalnych, ale Liam Neeson wygląda bardzo profesjonalnie.

I raczej bym z nim nie zadzierał.