W dzisiejszym wydaniu Indie Game Of The Week w końcu prezentujemy wam coś konkretnego. Żadnych ckliwych opowiastek, żadnego kupowania kawy, chodzenia po cmentarzu czy rozwiązywania fizycznych zagadek. Czysta męska rozrywka - i nie mam tu na myśli jeździectwa, a strzelanie do obcych. Pew Pew!
Nie miałem czasu pograć zbyt długo bo aktualnie jestem zajęty przeglądaniem swojego twardego dysku w poszukiwaniu mojej amatorskiej sex kasety nagranej razem z moją dziewczyną. Nie wiem co się stało - tak jakby ktoś ją skasował. Ale kto? Dlaczego? Z zazdrości, że udało się uwiecznić najcudowniejszy sex jaki kiedykolwiek uprawiano? (płakałem tam tylko dlatego, że przypomniał mi się mój znajomy, który miał małego psa bez jednej łapki i nie miał mamy, i umarł)
Kto wejdzie do pierwszej 5 w High Score wygrywa piątkę z rozbiegu.
Hell Yeah! Arnold jako John Matrix ratuje własną córkę z rąk podejrzanego dyktatora środkowoamerykańskiego państwa (pewnie gdzieś między Bujdawajem i San Zmyślano). Raczej nie ma czasu na patyczkowanie się z kimkolwiek, kto stanie na jego drodze. Stanęło 81 osób.
Te 81 osób zmarło.
Właściwie ten film jest jednym wielkim fajerwerkiem, przerywanym ciężkimi dowcipasami Arniego. Gubernator ma talentu za grosz, a jego adwersarz, Bennet, jest jednym z śmieszniejszych złoczyńców jakich widziałem. Poza tym roi się od ironicznych śmierci i cudacznych akrobacji wyprawianych potraktowanych granatem wrogów.
Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu mam dla was doskonałą wiadomość. Cały jest na Youtube!
Kult młodości to rzecz stara jak cywilizacja (albo twoja stara ZING!), ale faktem jest, że społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, ale każdy dzień przybliża nas do oglądania "Tańca z Gwiazdami", chodzenia do Kościoła i narzekania w poczekalni lekarskiej.
Są jednak ludzie, którzy mimo siwizny potrafią położyć i ciebie i mnie w kilku polach. Oczywiście nie będzie to lista profesorów czy reżyserów, ale ludzi z naszego podwórka.
6. Stephen Hawking
Urodzony: 1942 W czym jest od ciebie lepszy: W nauce i ownowaniu mimo przeciwności losu
Przed chwilą napisałem, że ludzi nauki są wyłączeni a już teraz łamię tę regułę. No i co z tego? Stephen mimo ciężkiej choroby był w stanie nieważkości, ożenił się ponownie, wystąpił kilka razy w Simpsonach i jest najbardziej rozpoznawanym naukowcem na świecie. Ja wygrałem kiedyś turniej w pingponga.
5. Patrick Stewart
Urodzony: 1940 W czym jest od ciebie lepszy: W byciu idolem nerdów i nastolatek
Patrick Stewart mógłby przyjść na imprezę ubrany w worek po ziemniakach i łapcie cięte z opony samochodowej i spokojni wyszedłby z tuzinem dziewcząt. A my stalibyśmy w kuchni i pili na smutno, śpiewając cygańskie pieśni. BTW: sprawdźcie jego reakcję na oświadczenie Rickiego, że nie oglądał Star Treka.
4. Adam West
Urodzony: 1928 (tak!) W czym jest od ciebie lepszy: poczucie humoru i bycie Batmanem
Bycie Batmanem jest największym achievementem jakie można zdobyć w tej długiej, ponurej grze jaką jest życie. Oprócz tego Adam West wciela się w Adama Westa, burmistrza Quahog, największego psychopatę w dziejach administracji publicznej.
3. Leonard Nimoy
Urodzony: 1931 W czym jest od ciebie lepszy: byciu logicznym
Leonard Nimoy jest postacią, która przedefiniowała nasze myślenie o Vulcanach. Wcześniej myśleliśmy, że to wybuchające szczyty, wypełnione rozżarzoną lawą. Teraz wiemy, że to nasi najwięksi sprzymierzeńcy.
2. Arnold Schwarzenegger
Urodzony: 1947 W czym jest od ciebie lepszy: w polityce i na rękę też by cię położył.
Arnie jest debeściak. Jego mafia też jest debeściak. Jego filmy to już największy debeściak na ziemi. Jego plan ratowania budżetu Kalifornii to już mniejszy debeściak, ale trudno. Poza tym czy wiecie, że Arnold trzyma replikę swojego miecza z Conana w gabinecie?
1. William Shatner
Urodzony: 1931 W czym jest od ciebie lepszy: We wszystkim.
Nigdy nie osiągniesz nawet połowy tego co William Shatner. Lista jego osiągnięć mogłaby być kilka razy dłuższa od tej listy. William Shatner zrobił wszystko co można zrobić w życiu. Wygrał.
Jeden z bardziej znanych webcomiców, który można spokojnie umieścić w piątce najpopularniejszych. Jego twórca, Tim Buckley, regularnie zarabia na życie przez sprzedawanie powiązanych z jego twórczością gadżetów, do których należą min. meble (sic!) i napoje energetyczne (double sic!). Wszystko pięknie gdy pewnego razu zdarza się to: Jeśli zastanawiacie się co to jest, otóż na tym panelu żona głównego bohatera traci dziecko. Przez poronienie. W komiksie o grach komputerowych i RPG.
Ha ha aha ha ah aha ha ahha ha aha ha!
Nie tylko ja uznaję to za zabawne, podobnie szanowni panowie z Eegry.
Ale, ale, z tego już się pośmialiśmy dawno temu. Bo poza tym CAD jest naprawdę zabawny. Szczególnie gdy zajmuje się grami, a nie durnowatym głównym bohaterem i jego żałosnymi koleżkami. Sprawdźcie aktualny run i czeka was tam wiele dobrych żartów.
Także Tim: nie bądź pan Kapuściński i ogarnij się!
Ciężko mi jakoś uporządkować rzeczy, które są złe w tej grze. Po pierwsze jesteś karłem - nie żebym miał coś przeciwko karłom (mam) ale wytłumaczcie mi proszę jakim cudem poradzisz sobie z miliardem zadań kiedy masz niecałe 30 cm? Po drugie gra zaczyna sie dobrze - rozwalasz w drobny mak latającego robota (za pomocą karlej siekierki), ale później nie wiadomo dlaczego postanawiasz pomóc mu znaleźć nowe ciało - Głupcze, ściągasz nieszczęście na nas wszystkich! Po trzecie to point and click game ale w stylu Samorostowym, więc drugi ekran to najdalej gdzie udało mi się zajść (to wszystko wina jego krótkich nóżek i rączek!). Na plusy można zaliczyć muzykę i oprawę graficzną - ale czy naprawdę chcesz grać w grę w której pomagasz w zagładzie ludzkości? Ty chory maniaku!
To the woods. So I can kill you and then use your blood as a lubricant while I rape you.
I nie chodzi nam tutaj o żałosny reboot z Jasonem Stathamem w roli głównej, ale oryginalny, do bólu trącący rokiem 1975 w którym został wyprodukowany. Fabuła wymaga zarysowania (niesamowity wyjątek w przypadku prezentowanych przez tutaj filmów). Rzecz dzieje się w zniszczonych przez kryzys i militarny przewrót Stanach Zjednoczonej Ameyki w tytułowym roku 2000. Faszystowski reżim trzyma społeczeństwo w ryzach dzięki tytułowemu wyścigowi. Największą gwiazdą tychże jest niejaki Frankenstein, zaraz po nim zwykle przybywa Joe "Machine Gun" Vitrebi.
A teraz uwaga - pierwszego gra nie kto inny jak David Carradine, drugiego zaś Sylvester Stallone i to jedna z niewielu okazji by zobaczyć tego aktora jako bezwzględnego psychopatę.
Prócz tego fabułą obfituje w przejeżdżanie ludzi, kowboje bijący się z nazistami, strzelanie z karabinów, pojedynki w szosie i zamachowców z granatami zamiast dłoni. ZAMIAST DŁONI!
Największa zaleta - ten kultowy film klasy B jest w całości dostępny na Youtube. Nie wierzycie? Link poniżej. Ale ostrzegam - to jest film "tak zły że aż dobry"
Miesiąc TV zbliża się ku końcowi, ale nie martwcie się ponieważ czas na spojrzenie w przeszłość. Swego czasu w polskiej telewizji nie puszczano tylko tańców na lodzie, programów publicystycznych i pornusów. Nie jestem pewien tego ostatniego bo nieczęsto oglądam telewizję.
Istniały też programy autentycznie zabawne, które bronią się przed starzeniem. Może i nie mieliśmy swojego Monty Pythona, ale, do licha, przynajmniej się staraliśmy! Tak czy owak oto bardzo subiektywna lista programów w TV.
6. Słów Cięcie Gięcie
Autorski program Szymona Majewskiego był programem raczej już nie spotykanym. Opierał się na telefonach widzów i ich odpowiedziach na zadawane zagadki. Aha, istnieje Szkło Kontaktowe, czyli jeszcze się dzwoni.
Najlepszą częścią były zdecydowanie zagadki a raczej rebusy w postaci scenek zagranych przez aktorów. Do dziś pamiętam te łatwe jak "Kazi mierz nad Wisłą" i trochę trudniejsze jak "Bez zębny". Ogólnie można było się pośmiać choć nie była to raczej klasa światowa.
P.S. Nie ma filmiku z tego programu poza lochami Woronicza, ale żeby udowodnić, że pan Majewski to zabawny człek - kawałek jego obecnego show.
5. Szymon mówi Show
Ha ha! Mam was! Znowu Pan Majewski tym razem na samych początkach Canal + (wszyscy pamiętamy niekodowanych "Przyjaciół", "13 Posterunek" i genialne "Szczepan i Irenka". Częścią tego pasma był także kolejny program Szymona Majewskiego i tu trzeba uchylić czapki bo jest miejscami genialny. Oto jeden z odcinków przegrany w radykalny sposób z kasety VHS (czyt wałhaes)
4. Allewizja
Podałbym oryginalne nagrania kabaretu "Tey", ale nie było mnie na świecie w momencie ich nadawania, więc dobry będzie też wspominkowy cykl programów. Zebrali się wówczas wszyscy uczestnicy i twórcy by porozmawiać o starych dobrych czasach. Największy plus - niepublikowane wcześniej nagrania.
3. MdM
Był czas, gdy prowadzący nie musieli wykrzykiwać swoich tekstów, a nawet mogli być trochę ospali. Za to byli śmieszni i czuć było, że dobrze się dogadują. W ramach MdMu występowali także inni aktorzy, byli goście, piosenki, scenki kabaretowe ale moim faworytem były zawsze "Pajacyki".
2. Za chwilę dalszy ciąg programu
Potężna ekipa pod dowództwem panów M&M w kooperacji z panami Szcześniakiem i Wasowskim stworzyła wiele doskonałych skeczy. Zcdcp był wypełniony humorem jak ToiToi na Przystanku Woodstock czyli po sufit. Najlepsza część? Zdecydowanie "Tętno Pulsu"
Z potrzeby człowieka do ciągłego zdobywania niepotrzebnych informacji powstał Banter Banter. Znajdziesz tu wszystkie nieistotne i nieprzydatne wieści takie jak gdzie są zdjęcia Megan Fox, kto aktualnie jest failem tygodnia, czemu słowo Pr0n nie prowadzi do dupeczek itp. Dodatkowo trochę wieści z nieistniejącego w polsce gatunku jakim jest komiks oraz dobry film (przez dobry mam na myśli umięśnionych bad-ass'ów a przez film napieprzanie). Wszystko to plus cała masa fekalnych żartów.
Teraz też w eterze! I innych barbituranach! Każdy piątek o 17.00 na 91.6 FM we Wrocławiu oraz na stronie Radia Luz. Zapraszają Paweł Klimczak i Bartosz Zalewski.